Podczas lekcji plastyki, uczniowie szkoły podstawowej w słoweńskiej Goricy robili figurki z drutu. 12-latkowie bawili się świetnie. Na sali słychać było wesołe rozmowy. W pewnym momencie w klasie rozległ się przeraźliwy krzyk. Kiedy dzieci spojrzały w stronę ławki Gorana Cvijanovicia, szybko zrozumiały co się stało. Ich kolega miał twarz całą we krwi, a rękoma próbował zatamować krwotok. – Trzymałem drut, a kolega miał przeciąć go na pół. Kawałek odprysnął tak niefortunnie, że uderzył mnie w oko – wspomina tamte wydarzenia pomocnik Korony. Więcej na przegladsportowy.pl.