Gdyby Sebastian Szymański był Chorwatem, a swoje pierwsze kroki stawiał w Dinamie Zagrzeb, prawdopodobnie odszedłby do mocnego klubu za 20 milionów euro. Jego wartość na pewno nie byłaby tak niska jak obecnie – mówił jesienią trener Legii Romeo Jozak. Twierdził, że młody pomocnik jest jednym z najbardziej utalentowanych zawodników, jakich spotkał w karierze. I konsekwentnie sadzał go na ławce. Odkąd Chorwat przejął drużynę z Łazienkowskiej, młodzieżowy reprezentant Polski wystąpił w ekstraklasie zaledwie trzy razy, za każdym razem wchodząc na boisko po przerwie. Teraz ma być inaczej.

– Czuję, że po tych przygotowaniach moja sytuacja może się zmienić, że mam szansę wejść do podstawowego składu. A jak już mi się to uda i pomogę drużynie, to łatwo miejsca nie oddam – deklaruje Szymański. Ma podstawy, by tak sądzić. Gdy pytamy Jozaka, jak blisko pierwszego składu jest ten zawodnik, odpowiada krótko: – Bardzo blisko. Więcej na przegladsportowy.pl.