- Leży w domu, ale muszę przyznać, że nie mogę na niego patrzeć, tak mnie złości. Chyba w końcu go spalę, żeby nie denerwował mnie swoim widokiem. Cieszę się, że już nie muszę się z nim męczyć na boisku. Ten kask nie tylko utrudniał mi grę głową. Ograniczał także widoczność. Czułem się w nim jak koń, który może patrzeć tylko do przodu. Wiele razy byłem zaskakiwany przez rywali, którzy nagle wyskakiwali gdzieś z boku - opowiada pomocnik Pasów. Więcej na przegladsportowy.pl.