Ostatnie kilka miesięcy piłkarsko były dla Mączyńskiego stracone. Ricardo Sa Pinto nie widział go w swoim zespole, więc przesunął reprezentanta Polski do rezerw, w których pomocnik i tak zbyt wiele się nie nagrał, bo walczył z urazami. Dzięki tej przerwie od boiska ciągnące się od dłuższego czasu problemy zdrowotne udało się wreszcie Mączyńskiemu zostawić za sobą i teraz jest w pełni gotowości do przygotowań do rundy wiosennej z nowym zespołem.

Kiedy 31-latek rozwiązał umowę z Legią jasne stało się, że będzie łakomym kąskiem dla wielu klubów Ekstraklasy - w końcu nie codziennie można ściągnąć jeszcze niedawno etatowego reprezentanta Polski zupełnie za darmo. Niektórzy spodziewali się Mączyńskiego w Lechu, gdzie trenerem od kilkunastu tygodni jest były selekcjoner reprezentacji Adam Nawałka. To właśnie ten trener postawił na Mączyńskiego w kadrze i wielu ekspertów sugerowało, że teraz będzie chciał ściągnąć go do siebie. Nawałka uciął jednak te spekulacje, oznajmiając podczas konferencji prasowej kilka dni temu, że oprócz Juliusza Letniowskiego, który już trafił na Bułgarską, Lech zimą ściągnie jeszcze tylko nowego napastnika.

Skoro nie Poznań, to będzie najprawdopodobniej Wrocław, bo po Mączyńskiego zgłosił się Śląsk i sam zawodnik jest mocno zainteresowany przenosinami na Dolny Śląsk, ponieważ stamtąd miałby stosunkowo blisko do swojego rodzinnego Krakowa, z którego przecież przeniósł się do Legii Warszawa.

Śląsk na pozyskaniu Mączyńskiego może tylko zyskać - za darmo ściągnie do siebie doświadczonego piłkarza, który jeszcze jest w odpowiednim wieku, by stanowić o sile drugiej linii zespołu. Dlatego wrocławianie zaproponowali Mączyńskiemu 2,5-letni kontrakt, który ma zostać podpisany po tym, jak reprezentant Polski pomyślnie zakończy testy medyczne.