Jose Kante nie był pierwszym napastnikiem na liście życzeń Legii, ale wygląda na to, że to właśnie on podpisze umowę z zespołem mistrza Polski.

– Wydaje mi się, że teraz ma być uzupełnieniem składu, a w przyszłości zastąpić Jarka Niezgodę, gdy Polak zostanie sprzedany. Jest w najlepszym wieku, rozegrał sezon bez kontuzji. Fantastycznie porusza się po boisku, trochę brakuje mu skuteczności, choć dziewięć goli jak na Wisłę Płock jest dobrym wynikiem. A z lepszymi zawodnikami dookoła może zdobyć dwa razy więcej bramek. Legia nie ma nic do stracenia, bo jest do wzięcia za darmo i jak na Legię nie ma wielkich wymagań finansowych – mówi Ivica Vrdoljak, który polecił tego piłkarza czterem zespołom: Hajdukowi Split, Crvenej Zvezdzie, Partizanowi Belgrad i właśnie mistrzom Polski.

– Na początku otrzymałem jednak informację, że w Legii nie jest pierwszym wyborem, dlatego zaczęliśmy prowadzić rozmowy z Hajdukiem, prawie dogadaliśmy warunki finansowe – mówi były kapitan klubu z Łazienkowskiej, obecnie menedżer. W Splicie zmieniły się władze klubu, temat nie został sfinalizowany. W tym czasie Vrdoljak spotkał na wakacjach dyrektora sportowego Legii Ivana Kepčiję. – I powiedział mi, że Kante jest bardzo realną opcją. Podejrzewam, że nie udało im się ściągnąć zawodników, którzy byli wyżej na liście życzeń. Zadzwoniłem więc do Jose, ale usłyszałem od niego, że kontaktował się już z nim w tej sprawie szef skautingu Legii Radek Kucharski, którego skierował do swojego agenta – relacjonuje Vrdoljak. Chorwat nie rozumie podziału ról przy Łazienkowskiej. – Moim zdaniem szef skautingu nie jest od negocjowania kontraktów, tym powinien zajmować się dyrektor sportowy. Mam trochę pretensji, że szef skautingu robi coś za plecami. Życzę jednak Legii, by ten transfer jej się opłacił i by wiedzieli, kto za co odpowiada – mówi stanowczo Vrdoljak, który zimą sprowadzał na Łazienkowską Marko Vešovicia. Więcej na przegladsportowy.pl.