Legioniści wrócili do treningów, do Warszawy przyjechał też Hildeberto Pereira. Portugalczyk trafił na Łazienkowską przed rokiem jako piłkarz o ogromnych możliwościach, którego największą wadą miała być gorąca głowa. Szybko się okazało, że większym problemem jest nadwaga. I zamiast na boisku potwierdzać talent, stał się obiektem żartów. A kiedy wreszcie dostał szansę na grę, szybko doznał kontuzji i musiał przejść artroskopię kolana. Efekt: w rundzie jesiennej rozegrał tylko siedem meczów w pierwszym zespole (trzy w ekstraklasie). I zimą klub uznał, że trzeba go wypożyczyć. W trzecioligowym Northampton Town spędził jednak tylko trzy miesiące, bo na początku kwietnia angielski klub postanowił się z nim rozstać. W Warszawie też nie był potrzebny. Przy Łazienkowskiej stawił się dopiero w poniedziałek. Właściciel klubu nie ukrywa, że klub szuka kolejnego miejsca, do którego można go wypożyczyć.

– Na razie nie myślimy o rozwiązaniu kontraktu. Hildeberto ma wielki potencjał, tylko od niego zależy, czy go wykorzysta. Dotychczas nie pokazał, że jest w stanie. Musi wydorośleć – stwierdził Dariusz Mioduski. Patrząc na filmiki i zdjęcia, jakie Portugalczyk od wielu miesięcy umieszcza na swoim Instagramie, trudno się spodziewać, by szybko to nastąpiło. Więcej na przegladsportowy.pl.