- Uwielbiam moje rodzinne strony, jestem kibicem FC Barcelony, mówię zarówno po hiszpańsku jak i katalońsku. Szanuję tradycje mojej małej ojczyzny, ale nie potrzebuję oddzielenia mojej wspólnoty od Królestwa Hiszpanii i stworzenia osobnego kraju – stwierdził. - Jeżeli dostałbym równolegle powołanie do obydwu reprezentacji, to wybrałbym Katalonię. Jednak nie miałbym problemu grać dla Hiszpanii, bo wszystko co mam jako piłkarz zawdzięczam Hiszpanii - mówi. A jeżeli zadzwoniłby słynny Real Madryt? Mógłbym zagrać dla "los blancos", bo moje przywiązanie do Barcelony nie zakrawa na fanatyzm - zaznacza "Badi".

Gerard opowiedział również o pewnej ciekawostce związanej z jego rodzinnymi stronami. - W Madrycie ludzi z Katalonii nazywa się "Polakami". Jest kilka wersji jak się pojawiło to przezwisko, ale najpewniej ma to związek z faktem, że dla Hiszpanów Polska jest krajem położonym baaardzo daleko. Aby podkreślić fakt, że Barcelona to jedno z najdalej położonych miast względem Madrytu, że jest to ktoś z zewnątrz, to nazywa się go Polakiem. Nie jest to jakieś obraźliwe stwierdzenie, często na Santiago Bernabeu można usłyszeć przyśpiewkę kibiców Realu  pt: "Kto nie skacze, ten jest Polakiem" czyli Katalończykiem - śmieje się Badia.

Za: piast-gliwice.eu