Przez lata zależność była jasna: silny rywal, wielki bagaż oczekiwań, duża frekwencja na trybunach, a potem często totalna klęska na boisku. Piłkarze wrocławskiego zespołu grali jakby ze spętanymi nogami, przytłoczeni jeszcze bardziej niż na co dzień, kiedy 40-tysięcznik świecił pustkami. A w meczach, kiedy na obiekt przychodziło dużo kibiców, dobry wynik i widowiskowa gra były szczególnie pożądane - wielu z nich to byli ludzie nowi, których po klęsce jak 0:4 z Legią rok temu trudno było potem namówić na ponowną wyprawę na Aleję Śląską. Więcej na przegladsportowy.pl.