Onet
23 paź 15 00:45

Jacek Zieliński: Nie rozumiałem, dlaczego pogardliwie nazywali mnie nauczycielem wuefu

Miał szansę zostać inżynierem, a jest trenerem. W Cracovii mógł być już 35 lat wcześniej, ale nie zgodzili się rodzice. Jako dziecko przyglądał się pracy Oresta Lenczyka, ale docenił go dopiero po latach. Drażniło go, gdy słyszał, że jest nauczycielem wuefu. Lubi profesjonalistów starszej daty. Jacek Zieliński – jedyny trener, który spał w namiocie z prezesem PZPN.

Udostępnij
11
Skomentuj
Foto: ASInfo Jacek Zieliński

Od kiedy pan wiedział, że będzie trenerem?

Po maturze. Wcześniej podglądałem swoich trenerów, robiłem zapiski. Praca nauczyciela mnie nie pociągała.

Często, jak coś się psuje w pana drużynach, wraca się do tego nauczyciela i pana wykształcenia.

Kiedyś częściej tak o mnie pisali. Nauczyciel wuefu. Drażniło mnie to, przynajmniej na początku. Potem przestałem się przejmować.

No nie wiem. Widzę, że jeszcze jakieś emocje to w panu wzbudza.

Nie, już ich nie ma. Studiowałem na najlepszej uczelni w Polsce. I ktoś, kto dostaje wszechstronną wiedzę z każdej dyscypliny sportu jest pogardliwie nazywany nauczycielem wuefu. Nie rozumiałem tego. Dlatego po sukcesach nieraz żartobliwie, a nieraz złośliwie wobec docinających dedykowałem zwycięstwa nauczycielom wuefu.

Dlaczego wybrał pan AWF w Warszawie?

Ciągnęło mnie do tego miasta. To była najlepsza uczelnia w kraju, na każdym kroku mijało się tam olimpijczyków czy mistrzów świata. Mogłem iść na inne studia, bo byłem typowany ze szkoły.

Co znaczy typowany?

W szkole miałem drugą średnią ocen. Gwarantowało to wybór każdej uczelni technicznej w kraju – Politechniki czy AGH – bez egzaminów. Ale chciałem studiować na AWF. Trafiłem też do III-ligowego AZS, na co namawiał mnie trener Marian Szczechowicz.

A mógł być Kraków. 35 lat temu, jeszcze jako piłkarz, dostał pan propozycję z Cracovii.

Gra w Cracovii wiązałaby się ze studiowaniem zaocznie. Rodzice się nie zgodzili, zacząłem studia dzienne w Warszawie.

Miał pan 19 lat, mógł już sam o sobie decydować.

Ale rodziców mimo wszystko słuchałem. Jak życie pokazuje, nie wybrałem źle. Na studiach w stolicy poznałem przyszłą żonę. A z Cracovią historia zatoczyła koło, w końcu do niej trafiłem.

Na AWF poznał pan też Zbigniewa Bońka.

Uczył się zaocznie. Akurat był zawieszony za aferę na Okęciu, więc mógł przypilnować studia. Odrabiał z nami zaległości na obozie żeglarskim w Giżycku. Spaliśmy w jednym namiocie, spędziliśmy tak dwa czy trzy tygodnie. To nie były wczasy. Trzeba było zaliczyć pływanie na żaglówce, kajaki, pływanie w jeziorze prawie 800 metrów po trójkącie czy biegi na orientację.

Jak wyglądało życie studenckie?

Tak, jak powinno.

A jak powinno?

Akurat prowadziłem bardziej wyważone, bo trenowałem w AZS. Ale kiedy trzeba, to się bawiłem i imprezowałem.

Leszek Ojrzyński opowiadał, że w ich akademiku były skoki ze spadochronem.

U nas aż tak spektakularnie nie było, ale raczej nie ustępowaliśmy młodszym rocznikom. Pamiętam, jak na korytarzu pojawił się sztuczny śnieg, bo ktoś bawił się gaśnicą.

Jakim pan był piłkarzem?

Wielkim na pewno nie. Niezłym technicznie, dobrze przygotowanym motorycznie. Grałem na solidnym poziomie. W ekstraklasie mam 15 meczów. Większość kariery występowałem na lewej stronie pomocy czy obrony, choć byłem prawonożny. Piłką przesiąkałem od dziecka. W Tarnobrzegu mieliśmy boisko, które sami utrzymywaliśmy, postawiliśmy bramki, założyliśmy siatki. Nie siedzieliśmy przed komputerami, bo ich nie było. Jak ktoś miał dwa pokoje z kuchnią, to uciekał z domu, żeby tam się nie gnieździć. Wolał być na świeżym powietrzu. Tak rodziły się talenty. Teraz słyszę, że młodzież trenuje dwa razy dziennie przez cały tydzień. Pamiętam, że do momentu wicemistrzostwa Polski juniorów starszych z Siarką trenowałem trzy razy w tygodniu. Zdecydowanie więcej czasu spędzałem na podwórku. Grałem nie tylko w piłkę. Chodziliśmy nad Wisłę, bo każdy umiał pływać, w zimie był hokej. Dziś to nie do odtworzenia.

Wśród trenerów, których pan podglądał był Orest Lenczyk. Miał pan 11 lat, a pański ojciec był kierownikiem drużyny Siarki, którą on prowadził.

Kręciłem się przy drużynie. Jako dziecko niewiele mogłem się jeszcze nauczyć. Lenczyk to trener oryginalny, dopiero później to dostrzegłem. Podoba mi się jego spojrzenie na piłkę i dystans do tego, co się dzieje.

Czyli?

Trzyma się zasad przez innych postrzeganych jako dziwacznych. Nie ma od nich odstępstw.

Lenczyk opowiadał, że pilnował się, by nie schamieć w piłce.

Praca przy piłce nie jest dla grzecznych osób. Specyficzne jest słownictwo, trzeba się do niego przyzwyczaić.

I pan, wzorowy uczeń, wolał być trenerem niż inżynierem?

Nie ma nic lepszego niż adrenalina związana z byciem trenerem.

A zwolnienia?

Co z nimi?

To ta gorsza część waszego zawodu.

Wielu się wydaje, że po trenerze to spływa. Przychodzi, rozpakowuję torbę, pracuje, zwalniają go, bierze torbę i wraca do domu. Począwszy od A klasy do ekstraklasy utożsamiamy się z miejscem, gdzie pracujemy. Nikt tego nie olewa, dlatego każde zwolnienie boli.

Które najbardziej?

Z Lecha. W takim momencie, że wyszło, hmm, mało etycznie.

Czuł pan, co się święci?

W lidze nam nie szło, przegraliśmy cztery razy z rzędu. Potem wygraliśmy z Cracovią i Wisłą. Gdyby zwolnili mnie przed tymi meczami mógłbym to zrozumieć. A tak, to mogli mi chociaż pozwolić prowadzić zespół przeciwko Manchesterowi City. Mieliby, nazwijmy to alibi, po ewentualnej porażce.

Między trenerami jest koleżeńskość?

Jest wielu, z którymi się trzymam. Nie jestem konfliktowy, nie szukam kwadratowych jaj i problemów tam, gdzie ich nie ma.

Utożsamia się pan z krucjatą Michała Probierza przeciwko zagranicznym trenerom?

Michał wziął chorągwie i ją dzierży. Dobrze, że jest ktoś, kto nas broni. Polscy trenerzy są postrzegani jako nieudacznicy. Nikt nie zdaje sobie sprawy, jak wygląda nasza praca, a jak trenera na Zachodzie. Tam jest najważniejszą osobą w klubie, w Polsce to się rozmywa.

To się zmieni?

Może odczuje to następna generacja polskich trenerów.

Pracował pan u Zbigniewa Drzymały, Józefa Wojciechowskiego, Jacka Rutkowskiego, teraz u Janusza Filipiaka. Co jeden, to większa osobowość.

Będzie co opowiadać. Dzieci dużo wiedzą, może wnukom. Z prezesem Wojciechowskim spotkałem się dwukrotnie. Mieliśmy dobre relacje, w Polonii pracowałem najdłużej z trenerów. Był najbardziej impulsywny z prezesów. Reagował gwałtownie, nie mógł zrozumieć, że trzeba cierpliwości, a wynik nie powstaje jak w budownictwie w ciągu trzech miesięcy. Nasze rozstania były różne, czasem mało przyjemne, ale w Polonii przeżyłem też wiele miłych chwil.

Ile razy, po otrzymaniu propozycji Cracovii sprawdzał pan, jacy trenerzy połamali sobie na niej zęby?

Ani razu. Widziałem potencjał w drużynie. Kiedy oglądałem ich w telewizji, układałem sobie w głowie, jakbym ich ustawił, co zrobił inaczej. To normalne dla trenerów. Cieszę się, że miałem okazję skonfrontować przemyślenia z rzeczywistością.

Potrafi pan jeszcze oglądać mecze z boku jako kibic?

Nie bardzo. Siedzę ze znajomymi, oni patrzą na zespół, który atakuje, ja obserwuję, jak rywale ustawiają się w obronie. Wyciągam wnioski dla siebie.

Nie odbiera to radości z oglądania piłki?

No nie... Niektóre rzeczy się powtarzaj, sprawdzają. Mnie to nie przeszkadza, Kibicem jestem tylko na meczach Siarki. Wtedy nie patrzę na sprawy taktyczne, kieruję się sercem.

Bartosz Kapustka to najzdolniejszy piłkarz, jakiego pan prowadził?

Niebywale utalentowany. Ma duże umiejętności piłkarskie i jest mocny motorycznie. Takie połączenie to duży plus. I jeszcze głowa. Zrównoważona, to nie jest typ luzaczka, młodzieżowca, który korzysta z życia. Bartek postawił na piłkę, idzie w tym kierunku. Chciałbym, żeby ugruntował pozycję w Cracovii. Jeżeli ma wyjeżdżać z Polski, niech będzie wiodącym piłkarzem w lidze, jak Robert Lewandowski w Lechu. Bartek mentalnie i fizycznie nie jest jeszcze przygotowany na grę na Zachodzie. Ale to jeden z największych talentów, jakie pojawiły się na polskich boiskach.

I jakich pan prowadził?

Bartka nie szkoliłem, mam go teraz pod swoją pieczą. Jak kiedyś Roberta w Lechu. Został mistrzem Polski i królem strzelców, więc myślę, że skorzystał na współpracy. Prowadziłem też Adriana Mierzejewskiego, który zrobił olbrzymi po transferze z Wisły Płock. W Dyskobolii spotkałem Piotrka Świerczewskiego. To z kolei profesjonalista starszej daty.

Czyli?

Wiedział kiedy się zabawić, jak i ile, ale podczas treningów dawał przykład. Radek Majewski nigdy by nie zrobił kroku do przodu, gdyby nie miał obok siebie "Świra". Nawet nie grającego wielkiej piłki. Parę rzeczy mu Piotrek podpowiedział na boisku i w szatni.

Są jeszcze w lidze tacy piłkarze jak Świerczewski? Jak to pan powiedział, profesjonaliści starszej daty.

Łukasz Surma. Wzór na boisku, daje młodszym chłopakom dużo rad.

Mówi, że go nie słuchają.

Może i nie, ale za jakiś czas wyciągną wnioski. Łukasz i Marcin Malinowski byli przedłużeniem ręki trenera. Wystarczyło, że któryś z nich uniósł brew, a pozostali wiedzieli, co robić. Za wcześnie rezygnuje się u nas z tak doświadczonych piłkarzy.

Udostępnij
11

LOTTO Ekstraklasa

  • Tabela
  • 1. kolejka
POZ M Z R P G+ G- RÓŻNICA PKT. ZMIANA
  • 1
  • Śląsk Wrocław
  • 1
  • 1
  • 0
  • 0
  • 3
  • 1
  • 2
  • 3
  • 2
  • KGHM Zagłębie Lubin
  • 1
  • 1
  • 0
  • 0
  • 3
  • 1
  • 2
  • 3
  • 3
  • Lech Poznań
  • 1
  • 1
  • 0
  • 0
  • 2
  • 1
  • 1
  • 3
  • 4
  • Lechia Gdańsk
  • 1
  • 1
  • 0
  • 0
  • 1
  • 0
  • 1
  • 3
  • 5
  • Miedź Legnica
  • 1
  • 1
  • 0
  • 0
  • 1
  • 0
  • 1
  • 3
  • 6
  • Górnik Zabrze
  • 1
  • 0
  • 1
  • 0
  • 1
  • 1
  • 0
  • 1
  • 7
  • Korona Kielce
  • 1
  • 0
  • 1
  • 0
  • 1
  • 1
  • 0
  • 1
  • 8
  • Arka Gdynia
  • 1
  • 0
  • 1
  • 0
  • 0
  • 0
  • 0
  • 1
  • 9
  • Wisła Kraków
  • 1
  • 0
  • 1
  • 0
  • 0
  • 0
  • 0
  • 1
  • 10
  • Piast Gliwice
  • 0
  • 0
  • 0
  • 0
  • 0
  • 0
  • 0
  • 0
  • 11
  • Zagłębie Sosnowiec
  • 0
  • 0
  • 0
  • 0
  • 0
  • 0
  • 0
  • 0
  • 12
  • Wisła Płock
  • 1
  • 0
  • 0
  • 1
  • 1
  • 2
  • -1
  • 0
  • 13
  • Jagiellonia Białystok
  • 1
  • 0
  • 0
  • 1
  • 0
  • 1
  • -1
  • 0
  • 14
  • Pogoń Szczecin
  • 1
  • 0
  • 0
  • 1
  • 0
  • 1
  • -1
  • 0
  • 15
  • Cracovia Kraków
  • 1
  • 0
  • 0
  • 1
  • 1
  • 3
  • -2
  • 0
  • 16
  • Legia Warszawa
  • 1
  • 0
  • 0
  • 1
  • 1
  • 3
  • -2
  • 0
WYNIK
  • 20.07.2018
  • 18:00
  • Miedź Legnica
  • (90.) Forsell Petteri
  • 1:0
  • (0:0)
  • Pogoń Szczecin
  • 20.07.2018
  • 20:30
  • Jagiellonia Białystok
  • 0:1
  • (0:1)
  • Lechia Gdańsk
  • (09.) Lopes Paixao Flavio
  • 21.07.2018
  • 15:30
  • Śląsk Wrocław
  • (13.) Celeban Piotr
  • (56.) Pereira Augusto
  • (88.) Kosecki Jakub
  • 3:1
  • (1:1)
  • Cracovia Kraków
  • (29.) Oliva Gerard
  • 21.07.2018
  • 18:00
  • Wisła Kraków
  • 0:0
  • (0:0)
  • Arka Gdynia
  • 21.07.2018
  • 20:30
  • Legia Warszawa
  • (36.) Hlousek Adam
  • 1:3
  • (1:2)
  • KGHM Zagłębie Lubin
  • (14.) Tuszynski Patryk
  • (20.) Starzynski Filip
  • (87.) Tuszynski Patryk
  • 22.07.2018
  • 15:30
  • Górnik Zabrze
  • (45.) Smuga Daniel
  • 1:1
  • (0:0)
  • Korona Kielce
  • (61.) Jukic Ivan
  • 22.07.2018
  • 18:00
  • Wisła Płock
  • (76.) Merebashvili Giorgi
  • 1:2
  • (0:1)
  • Lech Poznań
  • (15.) Tralka Lukasz
  • (88.) Amorim Pedro
  • 23.07.2018
  • 18:00
  • Zagłębie Sosnowiec
  • -:-
  • Piast Gliwice