Polonia W. - Korona. 1:1. Korona ratuje remis w ostatniej minucie meczu
koma, PAP
Mecz z Koroną miał stanowić potwierdzenie, że Polonia pod wodzą Jose Marii Bakero wychodzi z kryzysu, a hiszpański szkoleniowiec potrafił w ciągu czterech tygodni zmienić oblicze zespołu, który wbrew oczekiwaniom znalazł się w dole tabeli.
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
16. kolejka. Polonia W. - Korona 1:1. Załamany Radek Mynar
Okazja wydawała się dogodna, bo Korona miała przed tą kolejką tyle samo punktów w dodatku wywalczyła je głównie na własnym stadionie. Gości do lepszej postawy miała zmobilizować "nowa miotła", czyli oficjalnie debiutujący w roli trenera (także w ekstraklasie) Marcin Sasal, który wcześniej zbierał pochwały za pracę w pierwszoligowym Dolcanie Ząbki.
Czarne Koszule rozpoczęły z dużym impetem, ale w trzeciej minucie mógł je skarcić Jecek Kiełb, który jednak minimalnie chybił strzelając z 16 metrów. Później przewaga gospodarzy, którzy co chwila próbowali zaskoczyć Zbigniewa Małkowskiego uderzeniami z dystansu, rosła z każdą minutą.
Akcje polonistów, którymi spod linii bocznej nieustannie dyrygował Bakero, coraz bardziej się zazębiały. Efekt przyniosły jednak dopiero w 29. minucie, kiedy Filip Ivanovski wykorzystał dokładne podanie Adriana Mierzejewskiego i strzałem z pola karnego zapewnił Polonii prowadzenie.
W 43. minucie ta para była bliska skopiowania akcji, która przyniosła prowadzenie, ale tym razem strzał Macedończyka zablokowali obrońcy.
Schodzących na przerwę polonistów żegnały gromkie brawa kibiców, którzy zgodnie komentowali: "W końcu można zobaczyć grę w piłkę, a nie bezładną kopaninę". W ich oczach były gwiazdor Barcelony urasta do miana cudotwórcy.
W drugiej połowie obraz gry nie uległ zmianie, choć poziom był niższy. Gospodarze nie grali z taką pasją, jak przed przerwą, ale kielczanie długo nie potrafili zagrozić bramce marznącego i nudzącego się Sebastiana Przyrowskiego. Bliżej od remisu było wyższe prowadzenie Polonii. W 64. minucie z ostrego kąta w Małkowskiego i trafił najbardziej aktywny na boisku Brazylijczyk Marcelo Sarvas, a osiem minut później rezerwowemu Danielowi Gołębiewskiemu poprzeczka przeszkodziła w zdobyciu pięknej bramki.
W końcówce goście zagrali trochę odważniej, ale wydawało się, że kwadrans żwawego biegania to za mało, by liczyć choćby na jeden punkt. Stało się jednak inaczej. Już w doliczonym czasie gry sędzia Piotr Gil dopatrzył się faulu Piotra Dziewickiego i podyktował rzut wolny dla gości. Paweł Sobolewski dośrodkował w pole karne, gdzie w olbrzymim zamieszaniu Brazylijczyk Hernani skierował piłkę do siatki, zapewniając Koronie remis, który jednak nie odzwierciedla wydarzeń na boisku.
Po meczu powiedzieli:
Jose Maria Bakero (trener Polonii): Początek był dość nerwowy, ale później graliśmy coraz lepiej. Zdobyliśmy gola i mieliśmy okazję, by prowadzić jeszcze wyżej. W drugiej połowie, szczególnie w końcówce, nieco straciliśmy kontrolę
nad grą i niestety słono za to zapłaciliśmy w ostatnich sekundach
Marcin Sasal (trener Korony): To bardzo ważny dla nas punkcik. Cieszę się, że sprzyjało nam szczęście, bo bez tego żadna drużyna nie może liczyć na sukcesy. Mam nadzieję, że gra do ostatniego gwizdka sędziego stanie się znakiem firmowym
Korony, ale dobre wyniki będą w większym stopniu wynikać z dobrej postawy niż uśmiechu losu. Czy denerwowałem się przed debiutem w ekstraklasie? Nie, bo nie od dziś jestem trenerem. Zdenerwowany byłem tylko w przerwie, bo moi zawodnicy grali bardzo słabo.
Minuta po minucie
Aplikacja wymaga wtyczki Adobe Flash Player 9. Pobierz najnowszą wersję.