Lechia - GKS 0:2. Czy ktoś w tym roku zatrzyma bełchatowian?
PAP, tg
Gdańszczanom nie udało się przerwać dwóch świetnych serii gości, którzy wygrali siódme spotkanie z rzędu, a Łukasz Sapela nie puścił gola od 669 minut. Bramkarz GKS skapitulował po raz ostatni 18 września w 51 minucie wyjazdowego meczu z Zagłębiem Lubin.
Początek spotkania nie zapowiadał jednak zwycięstwa bełchatowian. Lechicizaatakowali z impetem, nadawali ton grze i zepchnęli GKS do defensywy. Szczególnie aktywny w tym okresie był Ivans Lukjanovs, który miał trzy okazje, aby przerwać imponującą serię Sapeli. Poza Łotyszem na bramkę rywali groźnie strzelali też Jakub Zabłocki i Maciej Rogalski. Kiedy wydawało się, że gol dla gospodarzy jest tylko kwestią czasu, prowadzenie, po pierwszym swoim celnym strzale, objęli goście. W 31 minucie Mariusz Ujek ubiegł wślizgiem Rogalskiego, zagrał do Macieja Małkowskiego, który ograł Kozansa i w sytuacji sam na sam z Pawłem Kapsą posłał piłkę do siatki pomiędzy nogami bramkarza Lechii.
Po tym golu zawodnicy GKS wykonali kołyskę zadedykowaną urodzonej trzy dni temu drugiej córce trenera Rafała Ulatowskiego - Emilii Bjork.
Po stracie bramki z piłkarzy Lechii wyraźnie zeszło powietrze. Inicjatywę przejęli bełchatowianie, którzy długo utrzymując się przy piłce, wybijali rywali z uderzenia. W dodatku dwa razy po rzutach rożnych Mate Lacić bliski był po uderzeniach głową podwyższenia wyniku.
W 59 minucie na boisku pojawił się, owacyjnie przyjęty przez kibiców, wracający do Lechii po 11 latach, Tomasz Dawidowski, który tuż po wejściu po akcji z Zabłockim i Lukjanovsem mógł doprowadzić do remisu. Drugą znakomitą sytuację gdańszczanie zmarnowali w 83 minucie - po dośrodkowaniu Zabłockiego piłka trafiła w rękę Grzegorza Fonfary i arbiter bez wahania odgwizdał rzut karny. Odpowiedzialność wziął na swoje barki stoper i kapitan Lechii Hubert Wołąkiewicz, jednak jego lekki strzał po ziemi bez problemu obronił Sapela.
Zamiast remisu zrobiło się 2:0 dla GKS. Przy pułapce ofsajdowej gospodarzy, zagapił się Rogalski, piłkę na prawym skrzydle przyjął wprowadzony po przerwie Dawid Nowak, ograł Kozansa i po raz drugi pokonał Kapsę.
Powiedzieli po meczu:
Trener PGE GKS Rafał Ulatowski: Nie był to wielki mecz w naszym wykonaniu. Prezentowaliśmy raczej futbol wyrachowany, polegający głównie na wybijaniu z uderzenia gospodarzy. Bardzo się cieszę z kolejnego zwycięstwa, które naprawdę nie przyszło nam łatwo. Ogromne słowa uznania należą się całemu zespołowi i sztabowi szkoleniowemu. Wygraliśmy siódme spotkanie z rzędu, a korzenie tej świetnej passy mają miejsce w sierpniu. Właśnie wtedy po pięciu meczach mieliśmy na koncie tylko 2 punkty, ale wytrzymaliśmy presję, wyjaśniliśmy sobie we własnym gronie wszystkie nieporozumienia i przetrwaliśmy ten ciężki okres. A teraz możemy cieszyć się z kolejnych zwycięstw.
Trener Lechii Tomasz Kafarski:Muszę przyznać, że goście odnieśli zasłużone zwycięstwo, my zagraliśmy przeciętne spotkanie. Tylko do 30 minuty spisywaliśmy się w miarę przyzwoicie. Stracona bramka wyraźnie nas podłamała. W przerwie próbowałem zmobilizować i pobudzić chłopaków. Mieliśmy kilka sytuacji, ale jeśli nie wykorzystuje się rzutu karnego, trudno marzyć o pokonaniu tak klasowego rywala jak GKS. Jesteśmy podłamani po tej porażce, ale musimy szybko się otrząsnąć, bo w środę czekają nas prestiżowe derby z Arką w Gdyni.
Minuta po minucie
Aplikacja wymaga wtyczki Adobe Flash Player 9. Pobierz najnowszą wersję.