Polonia B. - Arka 3:1. Poloniści obronili bytomską twierdzę
Maciej Blaut
Czwarty mecz Polonii w tym sezonie na własnym boisku i czwarte zwycięstwo. Bytomianie łatwo i pewnie ograli Arkę Gdynia.
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Polonia B. - Arka 3:1. Adrian Mrowiec, Marek Bazik i Łukasz Kowalski
Wcześniej poloniści odprawiali w Bytomiu z kwitkiem GKS Bełchatów, Koronę Kielce i Piasta Gliwice. Nie dość, że w tych meczach zdobyli komplet punktów, to nie stracili w nich nawet gola! W spotkaniu z Arką ta druga passa została przerwana. Styl w jakim Polonia pokonała rywali z Gdyni sprawił, że nikt w Bytomiu specjalnie się z tego powodu nie zmartwił.
Polonia od pierwszych minut meczu zdecydowanie dominowała na boisku. Bytomianie prezentowali się o wiele lepiej niż w niedawnym meczu Pucharu Polski, który w kompromitującym stylu przegrali na wyjeździe z Bytovią II Bytów. Inna sprawa, że w podstawowej jedenastce Polonii pojawił się tylko jeden gracz, który był współautorem blamażu w Bytowie. Na dodatek, Marcin Radzewicz - bo to o nim mowa - należał do najlepszych w swoim zespole.
Już w pierwszym kwadransie gry poloniści mogli strzelić kilka goli. Dobrych okazji nie wykorzystali jednak Miroslav Barczik i Radzewicz. Po strzale tego drugiego bramkarz Arki Andrzej Bledzewski z najwyższym trudem wybił piłkę na rzut roźny. Po świetnej wrzutce Marka Bażika i precyzyjnym uderzeniu głową Tomasza Nowaka, Bledzewski był już bezradny. To był debiutancki gol dla Polonii gracza wypożyczonego z Korony Kielce. Co ciekawe, Nowak przychodził do Bytomia jako nominalny prawy pomocnik. Trener Jurij Szatałow ustawia go jednak na lewej obronie. Na razie piłkarz lepiej radzi sobie w ofensywie niż w defensywie. - W moim golu nie było przypadku. Byłem wyznaczony, by wbiegać przy rzutach rożnych pod pole karne i to pomimo tego, że jestem niewysoki. Mierzę 171 cm, a jak włosny postawię na żel, to 172 cm - śmiał się zawodnik.
Po golu Nowaka euforii na stadionie jednak nie było. Bytomscy kibice przyłączyli się do ogólnopolskiej akcji protestacyjnej przeciwko PZPN i pierwszą połową meczu oglądali w absolutnej ciszy. Od czasu do czasu decydowali się jedynie na skandowanie najpopularniejszej wśród polskich fanów przyśpiewki poświęconej piłkarskiemu związkowi.
Arka, która nie przegrała trzech ostatnich ligowych spotkań, w pierwszej połowie mocno rozczarowywała. Gdynianie mieli wielkie kłopoty, aby przedostać się pod bramkę Wojciecha Skaby. Słabo grali też w defensywie - gdy tylko Polonia podkręcała tempo, pod bramką Bledzewskiego robiło się gorąco. Sposób na ponowne pokonanie bramkarza Arki znalazł jednak dopiero jego... kolega z zespołu. Stoper Maciej Szmatiuk tak niefortunnie przeciął dośrodkowanie Radzewicza, że wpakował piłkę do własnej bramki.
Druga połowa zupełnie niespodziewanie rozpoczęła się od zdecydowanych ataków Arki. Zaskoczeni tym gospodarze szybko dali sobie strzelić gola. Autorem trafienia był Marcin Wachowicz, który potężnym strzałem z pola karnego nie dał żadnych szans Skabie.
Bytomianie szybko ostudzili ofensywne zapędy rywali. Po szybkiej kontrze gospodarzy na strzał zdecydował się Rafał Grzyb. Piłka po jego uderzeniu uderzyła w słupek, ale błyskawicznie dopadł do niej Barczik i mocnym strzałem lewą nogą pokonał Bledzewskiego. Utrata trzeciego gola zupełnie pozbawiła Arkę chęci do gry. Polonia do końca meczu mogła już natomiast spokojnie kontrolować jego przebieg.