Korona - Piast 3:2. Gospodarze powstali z kolan
pp, PAP
Dramaturgii w tym meczu nie brakowało, piłkarze Korny przegrywali już dwoma bramkami, by jednak po bardzo dobrej grze w drugiej połowie wygrać z Piastem. I to zasłużenie.
Fot. Pawel Malecki / Agencja Gazeta
Korona - Piast 3:2. Walka Mariusza Muszalika i Ernesta Konona
Piast objął prowadzenie w 18. min. - przy biernej postawie trzech obrońców gospodarzy Sebastian Olszar uderzeniem z 12 metrów pokonał Radosława Cierniaka.
Widząc bezradność kieleckich piłkarzy w dążeniu do wyrównania rezultatu, trener Marek Motyka wpuścił na boisko Jacka Kiełba dla wzmocnienia siły ataku. Niewiele to dało, bowiem do przerwy gospodarze nie mogli znaleźć sposobu na uważnie grających obrońców Piasta - w pierwszej połowie piłkarze kieleccy ani razu nie strzelili na bramkę gości.
Zawodnicy Piasta wykazali więcej zdecydowania, grali szybciej i długimi podaniami błyskawicznie przechodzili na pole karne kielczan. Spokojnie utrzymywali korzystny rezultat.
Po przerwie goście przeprowadzili składną akcję, umiejętnie rozegrali ją na polu karnym kielczan i Mariusz Muszalik z ostrego kąta posłał pikę między nogami bramkarza Korony. Tym razem odpowiedź gospodarzy była bardzo szybka. Po rzucie wolnym wykonywanym przez Ediego Andradinę, piłka odbiła się od słupka i wpadła do siatki.
W kolejnych minutach pod bramką Piasta trwało istne oblężenie. Kielczanie coraz częściej strzelali na bramkę Jakuba Szmatuły, ale piłka wysoko szybowała nad poprzeczką. W 72. min. piłka po strzale głową Andradiny trafiła w słupek. Po chwili Aleksandar Vukovic uderzeniem z kilkunastu metrów doprowadził do remisu 2:2. Zmęczenie piłkarzy Piasta dawało znać o sobie i obrońcy gliwickiego zespołu popełniali coraz więcej błędów. W 78. min., po dokładnym dośrodkowaniu Vukovicia, Cezary Wilk głową skierował piłkę do siatki i zapewnił gospodarzom trzy punkty.
Powiedzieli po meczu:
Trener Piasta Dariusz Fornalak: Żeby grać w ekstraklasie trzeba mieć jaja, a niektórzy nasi piłkarze pokazali, że ich nie mają. Mecz w Kielcach wykazał i uzmysłowił zawodnikom, że będą zmagać się o utrzymanie w ekstraklasie.
Trener Korony Marek Motyka: Obaj z kolegą Fornalakiem przeżyliśmy stany przedzawałowe. Moi piłkarze grali tak, że w pierwszej połowie znajdowaliśmy się w totalnym dołku, nie było żadnej rozsądnej gry, pomysłu, obrońcy biegali pod bramkę Piasta, ale nic z tego nie wynikało. W tych poczynaniach brakowało sensu. W przerwie ostro rozmawialiśmy w szatni o tych błędach. Mimo utraty bramki, zawodnicy przypuścili zdecydowany szturm, grali wreszcie to, co potrafią. Ich wysiłek został w pełni nagrodzony.