Legia - Lech 2:0. Legia zaskoczyła Lecha Grzelakiem
Robert Błoński, Warszawa
Po raz pierwszy od prawie roku wicemistrzowie Polski zagrali dwoma napastnikami. I to ci dwaj napastnicy trafili do siatki Lecha dając drużynie z Łazienkowskiej zwycięstwo po przeciętnej pierwszej i niezłej drugiej połowie, kiedy padły gole
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Maciej Iwański
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Seweryn Gancarczyk i Bartłomiej Grzelak
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Robert Lewandowski
Ostatni raz Bartłomiej Grzelak i Takesure Chinyama grali ze sobą w jedenastce Legii w październiku ub. roku. Wiśle Kraków strzelili po bramce, później tworzyli jeszcze duet w spotkaniu z Lechią Gdańsk i od tamtej pory Legia grała jednym zawodnikiem z przodu. Grzelak, od listopada leczył uraz - w piątek zagrał po dziesięciu miesiącach przerwy.
Trener Jan Urban spróbował zaskoczyć gości z Poznania zmianą ustawienia z 4-5-1, na 4-4-2. Do przerwy wyglądało to średnio. Grzelak zagrał w Legii po raz 40., ale gdyby nie urazy, występów mógł mieć ponad sto. Był aktywny, wychodził do podań, wiedział co się dzieje na boisku. Chinyama, przed przerwą był zagubiony, nie mógł sobie znaleźć miejsca na boisku i nie było z niego żadnego pożytku. Obudził się po przerwie, był aktywniejszy, zaczął więcej biegać, wychodzić do podań. W 61. min wyprowadził szybką akcję ze swojej połowy i podał do Grzelaka. Ten miał problemy z opanowaniem piłki, zbierał się do strzału, a w końcu ograł kadrowicza Leo Beenhakkera Bartosza Bosackiego, podciął piłkę i było 1:0. Dziewięć minut później król strzelców polskiej ekstraklasy poprzedniego sezonu - też w niegroźnie wyglądającej sytuacji - wbił Lechowi decydującego gola. Widać, jak bardzo poznaniakom brakuje kontuzjowanego Manuela Arboledy.
Trener Lecha chciał zaskoczyć Legię w tym sensie, że bojąc się pięciu warszawskich pomocników i jej przewagi w środku zrezygnował z gry dwójką napastników. Hernan Rengifo usiadł na ławce, jego miejsce zajął pomocnik Dimitrje Injac i, liczbowo, to Lech miał przewagę w drugiej linii przez godzinę. Po stracie piłki cofał się w okolice środka boiska szans szukając w kontrach. Atakował głównie prawą stroną , gdzie był Sławomir Peszko. Na boisku było pięciu kadrowiczów Majewskiego - na poziomie reprezentacyjnym grał właśnie skrzydłowy Lecha i - momentami obrońca Rzeźniczak.
"Kolejorz" miał swoje szanse, ale brakowało mu szczęścia pod bramką Legii - warszawianie dwa razy wybijali piłkę tuż sprzed linii bramkowej. Innym razem świetnie bronił Jan Mucha. Po stracie pierwszego gola na boisko natychmiast wszedł Rengifo, po stracie drugiego pomocnik Zapotoka, ale wtedy Lech już zrezygnował. Spróbował jeszcze w ostatnich dziesięciu minutach, ale Muchy nie pokonał. Na początku drugiej połowy to poznaniacy atakowali groźniej niż gospodarze.
Lech przegrał, bo w defensywie popełnił błędy na poziomie drużyny, która broni się przed spadkiem, a nie ma walczyć o mistrzostwo. Przy drugiej bramce napastnikowi z Zimbabwe piłka zeszła z nogi, a Kasprzik i tak jej nie złapał.
Legioniści wyprowadzali kontry, ale tradycyjnie już - prowadząc 2:0 - zdekoncentrowali się i zagrali nieskutecznie. Wygrali zasłużenie i w tabeli uciekli Lechowi na cztery punkty.
Stefan Majewski, trener reprezentacji Polski: Druga połowa byłą naprawdę niezła, a gdyby w pierwszej padły bramki, to moglibyśmy oglądać naprawdę dobre widowisko. Spośród piłkarzy, którzy dostali powołania część zagrała bardzo dobrze, a pozostali dobrze, ale z ich gry można być zadowolonym, ale nie powiem, kto był najlepszy. Jeśli mogę wyróżnić kogoś spoza kadry to wskazałbym na Bartłomieja Grzelaka. Czy może liczyć w przyszłości na powołanie? Jak będzie grał tak jak dzisiaj to na pewno.
Trener Jan Urban, trener Legii: Cieszy zwycięstwo, bo Wisła nam nie ucieknie. Teraz częściej musimy grać, tak jak dzisiaj, żeby nikt nie mówił, ze Legia gra dobrze, ale tylko czasami. Ze składem trafiliśmy w stu procentach, ale mieliśmy też przygotowane też inne warianty. Obroniliśmy się przed mocnymi skrzydłami Lecha.
Bartek Grzelak pokazał, ze jest w dobrej formie, do tego po kontuzji wytrzymał do zmiany mecz kondycyjnie. Ale jak go znam, jakaś kontuzja wisi w powietrzu. To dobry piłkarz, ale potrzebuję go częściej.
Nie zagraliśmy dzisiaj dwoma napastnikami ustawionymi obok siebie, Grzelak był za Chinyamą. Działacze też czasem pytają "a dlaczego nie dwoma". Właśnie dlatego. Trener musi mieć własną koncepcję i ją realizować, żeby potem nie żałował, jeśli posłucha kogoś, a to nie wyjdzie.
Jacek Zieliński, trener Lecha: Było dużo okazji z obu stron i do 60. minuty spokojnie mogliśmy wygrywać. nie byliśmy gorszym zespołem. Graliśmy piłką i dochodziliśmy do sytuacji. Ale Robert Lewandowski powinien popatrzyć, a nie próbować strzelać z zerowego kąta. Łatwość z jaką marnuje okazje jest denerwująca, choć powinienem użyć innego słowa.