Arka - Polonia W. 0:0. Gospodarze wciąż bez bramki
Grzegorz Kubicki, Gdynia
Arka nie strzeliła jeszcze w tym sezonie bramki na swoim boisku. Trener Duszan Radolsky zdobył swój pierwszy punkt z Polonią.
Fot. Renata Dabrowska / Agencja Gazeta
7. kolejka. Arka - Polonia W. 0:0. Lubomir Lubenov
Już w doliczonym czasie gry piłkę meczową miał pomocnik Arki Ljubomir Ljubenov. Bułgar wyszedł sam na sam z Sebastianem Przyrowskim, już miał strzelać, ale... postanowił sobie przełożyć piłkę na prawą nogę. Potem jeszcze raz, i jeszcze, aż w końcu obrońcy, którzy zdążyli już wrócić, zabrali mu piłkę. W zachowaniu piłkarza Arki najdziwniejsze było to, że... potrafi grać tylko lewą nogą. Mimo to usilnie próbował strzelił nogą prawą.
Zaraz po tej akcji gospodarze mieli drugą najlepszą sytuację w meczu. Dośrodkował Tomasz Sokołowski, głową strzelił Marcin Wachowicz, ale Przyrowski znakomicie obronił. - Wachowicz strzelił to idealnie, z takiej pozycji nie można było uderzyć lepiej, ale bramkarz Polonii zachował się świetnie - ocenił trener Arki Dariusz Pasieka.
Arka w tym sezonie nie strzeliła jeszcze bramki na swoim boisku, z Polonią zdobyła dopiero pierwszy punkt u siebie (wcześniej po 0:1 z Legią Warszawa i Wisłą Kraków). - Czujemy niedosyt. Niby mecz układał się na remis, ale mieliśmy więcej klarownych sytuacji niż Polonia - mówił pomocnik Arki Bartosz Ława.
Radolsky zdobył swój pierwszy punkt z drużyną z Warszawy. Dopiero pierwszy, ale zachowuje spokój. - Czy nie boję się, że zostanę zwolniony? Spokojnie, nie mam strachu, niech się pan nie martwi - tłumaczył jednemu z dziennikarzy. - Nie wiem, co zrobi właściciel, to jego sprawa. Staram się pracować na tyle, ile umiem, dać z siebie wszystko, co potrafię.
Polonia zagrała w Gdyni kolejny słaby mecz. Nie przegrała tylko dlatego, że trafiła akurat na równie słabą Arkę. Mecz przypominał momentami piknik, a zwłaszcza między 20. i 35. minutą. Wtedy kibice Arki postanowili, że nie będą kibicować, bo klub nie chce sprzedać biletów osobom, które spóźniły się na spotkanie (kasy zamknięto równo z pierwszym gwizdkiem sędziego).
- Co tu dużo mówić. Godz. 14.45 plus mocne słońce to nie są wymarzone warunki do grania - skomentował Ława.