Zagłębie - GKS 1:1. Szczęśliwy remis GKS w Lubinie
Damian Bąbol
Były asystent Leo Beenhakkera Rafał Ulatowski wyszedł na remis z głównym kandydatem na nowego selekcjonera reprezentacji Franciszkiem Smudą
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Franciszek Smuda
Były asystent Leo Beenhakkera Rafał Ulatowski wyszedł na remis z głównym kandydatem na nowego selekcjonera reprezentacji Franciszkiem Smudą.
Piłkarze PGE GKS-u Bełchatów mieli przewagę od początku meczu w Lubinie. Podopieczni Ulatowskiego odważnie zaatakowali i kilka razy pod bramką Aleksandra Ptaka było groźnie. Na wyróżnienie zasługiwał przede wszystkim Jakub Tosik, który zastąpił po prawej stronie obrony kontuzjowanego Jacka Popka. 22-letni zawodnik często włączał się do akcji ofensywnych, tworząc tym samym przewagę w ataku, i dokładnie podawał do partnerów. Dobrze w środku pola spisywał się też duet Mateusz Cetnarski - Janusz Gol.
Mimo że bełchatowianie w Lubinie byli wspierani przez niewielką grupę swoich kibiców, to mogli się czuć jak u siebie. Powód? Fani Zagłębia skonfliktowani z władzami klubu przez pierwszą część meczu nie prowadzili dopingu. Nic dziwnego, że gospodarze sprawiali wrażenie zagubionych, przerywali akcje rywali i wybijali piłkę na oślep. Jedyny celny strzał na bramkę Łukasza Sapeli piłkarz Zagłębia oddał w 24. min. Szymon Pawłowski zdecydował się na uderzenie z narożnika pola karnego, ale bramkarz gości nie miał większych problemów z obroną niezbyt silnego strzału. Niedługo po tej sytuacji znakomitą szansę mieli podopieczni Ulatowskiego. Mate Lacić zagrał z lewej strony w pole karne do Tomasza Wróbla, ale ten strzelił prosto w bramkarza. Bełchatowianie powinni prowadzić. Franciszek Smuda, dla którego było to drugie spotkanie w tym sezonie w roli trenera Zagłębia, wychodził z siebie i szalał ze złości przy linii bocznej, patrząc na grę swoich podopiecznych.
Ale to on lepiej wykorzystał przerwę. Chyba wstrząsnął swoimi piłkarzami, bo w drugiej połowie grali zdecydowanie lepiej. Na boisku pojawił się Bułgar Ilijan Micanski, który ożywił ofensywę Zagłębia. O wiele lepiej niż w pierwszej połowie spisywali się także Martins Ekwueme i Mouhamadou Traore. W 51. min właśnie ta dwójka przeprowadziła znakomitą akcję zakończoną golem. Traore zagrał do Ekwueme, który płaskim strzałem zza pola karnego nie dał żadnych szans Sapeli.
Goście robili wszystko, by wyrównać. Dwie szanse zmarnowali jednak Patryk Rachwał i Mate Lacić, którzy strzelali mało precyzyjnie. Za to w 85. min kropkę nad "i" mógł postawić Micański, ale zmarnował okazję - przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem PGE GKS-u. Gospodarze powinni ustalić wynik spotkania, a tymczasem minutę później sami stracili bramkę. W polu karnym po uderzeniu głową Carlo Costly'ego piłkę ręką dotknął Michał Łąbędzki i sędzia nie miał żadnych wątpliwości, dyktując "jedenastkę". Odpowiedzialność wziął na siebie kapitan drużyny gości - Dariusz Pietrasiak - i mocnym strzałem umieścił piłkę w siatce. W końcowych minutach Zagłębie próbowało jeszcze zdobyć zwycięskiego gola, ale bełchatowianie skutecznie się bronili. Wyjazdowy remis to mimo wszystko sukces Ulatowskiego i jego drużyny.