Śląsk - Legia 0:0. Zero bramek, zero emocji we Wrocławiu
Dariusz Łuciów, Wrocław
Po słabym meczu we Wrocławiu, Śląsk zremisował bezbramkowo z Legią Warszawa. Gościom nie pomógł nawet powracający po kontuzji, król strzelców poprzedniego sezonu - Takesure Chinyama.
Fot. Mieczyslaw Michalak / Agencja Gazeta
6. kolejka. Śląsk - Legia 0:0
Na początku spotkania Legia zaprezentowała się z dobrej strony. Podopieczni Jana Urbana rozgrywali pozycyjne ataki i starali się długo utrzymywać przy piłce, a kiedy już ją tracili od razu stawiali wysoki pressing. Po zaledwie kilku minutach gry legioniści wyraźnie spuścili z tonu. Śląsk z kolei raz po raz zapuszczał się z atakami na połowę Legii. Akcje ofensywne gospodarzy jednak na nic się zdały. Bardzo dobrze dysponowany w obronie był Dickson Choto. Poza tym niemal wszystkie strzały na bramkę Jana Muchy, oddawane były z za pola karnego i nie miały prawa zaskoczyć słowackiego bramkarza.
Piłkarze ze stolicy równie nieskutecznie strzelali na bramkę Śląska. W 23. minucie ładną indywidualną akcję z prawej strony boiska przeprowadził Miroslav Radović, jednak piłka po jego strzale poszybowała wysoko nad bramką.
Po przerwie w miejsce Marcina Mięciela na boisku, po raz pierwszy w tym sezonie pojawił się Takesure Chinyama. W grze napastnika z Zimbabwe widać było jednak zaległości treningowe, mimo to prezentował się lepiej od doświadczonego Mięciela.
Legia wyraźnie przebudziła się po nieudanej dla siebie pierwszej połowie i stopniowo zaczęła przejmować inicjatywę w meczu. Jednak to Śląsk pierwszy stworzył groźniejszą sytuację strzelecką. Sebastian Dudek dośrodkowywał z rzutu wolnego na krótki słupek i z największym trudem piłkę wybił Jan Mucha. Odpowiedź Legii była błyskawiczna. Lewą stroną boiska popędził Maciej Rybus, bez problemu minął Krzysztofa Wołczka, w najważniejszym momencie młody pomocnik Legii jednak zawiódł. W jego strzale zabrakło precyzji i piłka po ziemi przeleciała obok bramki strzeżonej przez Wojciecha Kaczmarka. W ostatnich minutach obie drużyny bezskutecznie szukały swoich kolejnych szans na zdobycie gola.
Po meczu Śląska z Legią można było spodziewać się znacznie więcej, a jednak pojedynek tych drużyn był bezbarwny i nie zachwycił poziomem. Przede wszystkim obu drużynom brakowało pomysłów na grę w ataku. Jedyne czego nie można odmówić piłkarzom, to zaangażowania i woli walki. Okazało się, że to jednak za mało, żeby móc myśleć o zwycięstwie, dlatego remis wydaje się być wynikiem sprawiedliwym, jednak to Śląsk wydaje się mieć po tym meczu więcej powodów do radości.
Po meczu powiedzieli:
Jan Urban, trener Legii: - Pierwsza połowa dosyć bezbarwna. Nie spodziewałem się, że Śląsk tak bardzo, na wydrę będzie czekał na kontrę. Wiedzieli, że gramy dużo w środku pola i czekali na nasze straty. Nie mogliśmy zadowolić się remisem, dlatego po przerwie zaatakowaliśmy przeciwnika. W drugiej połowie zagraliśmy lepiej i Śląsk się pogubił. Zrobiliśmy więcej niż gospodarze, żeby wywalczyć trzy punkty, niestety w dalszym ciągu mamy problemy ze strzelaniem bramek.
Ryszard Tarasiewicz, trener Śląska: - Uważam, że Śląsk zagrał dzisiaj dobre spotkanie. Popełniliśmy jednak dużo błędów technicznych. Uważam, że wynikało to z naszej nerwowości i nazwy przeciwnika. Budujące jest jednak to, że bardzo szybko odzyskiwaliśmy piłki po stracie. Jeżeli Legia nie trafiłaby dzisiaj na zespół, tak zdeterminowany i dobrze przygotowany motorycznie, to by wygrała. Mimo remisu jestem zadowolony z postawy moich zawodników.