Cracovia - Arka 1:1. Remis w meczu stałych fragmentów gry
mk, PAP
Podopieczni Oresta Lenczyka pierwszy raz w tym sezonie zagrali w roli gospodarzy przy dopingu publiczności. Po ciężkim meczu zremisowali 1:1. Dwie bramki padły dzięki skutecznie wykonanych rzutach wolnych.
Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Orest Lenczyk
Przed meczem minutą ciszy uczczono pamięć starszego szeregowego Piotra Marciniaka, polskiego żołnierza zabitego w czwartek w Afganistanie - jak poinformował spiker - sympatyka drużyny z Krakowa.
Cracovia po raz pierwszy w tym sezonie zagrała na Stadionie Ludowym w Sosnowcu dopingowana przez swoich kibiców. Wcześniej gospodarze nie mieli zgody władz miejskich na organizowanie imprez masowych. Nie wypadało więc podopiecznym trenera Oresta Lenczyka "dać plamy" w obecności widzów, choć z racji kibicowskiej zgody był to mecz przyjaźni.
Obie drużyny miały problemy z wypracowaniem sytuacji podbramkowych. Bramkarz Cracovii musiał interweniować po strzale Łukasza Kowalskiego z daleka w 21. minucie. Strzegący gdyńskiej bramki Andrzej Bledzewski skapitulował sześć minut później zaskoczony precyzyjnym uderzeniem Dariusza Pawlusińskiego z rzutu wolnego. Przed przerwą podwyższyć powinien Tomasz Moskała. Tym razem bramkarz Arki okazał się lepszy.
Po przerwie trener gości mobilizował swoich piłkarzy do podjęcia bardziej zdecydowanych działań zaczepnych. I po 10 minutach Arka wyrównała. Potrzebowała do tego rzutu wolnego, którego egzekutorem był kapitan przyjezdnych Bartosz Ława. Zwycięstwo Cracovii próbował zapewnić w 80. minucie Pawlusiński. Strzelił z 20 metrów tak mocno, że Bledzewski niemal wpadł do bramki; wcześniej zdołał jednak odbić piłkę. W doliczonym czasie Stojko Sakaliew trafił w górną siatkę bramki gospodarzy i skończyło się podziałem punktów.
Trener Arki Dariusz Pasieka: Przespaliśmy pierwszą połowę, zupełnie nie rozumiem dlaczego. W przerwie powiedzieliśmy sobie parę ostrych słów i w drugiej połowie zagraliśmy lepiej, agresywniej, co zaowocowało zdobyciem bramki. Myślę, że wynik jest sprawiedliwy.
Trener Cracovii Orest Lenczyk: Mój zespół zagrał słaby mecz, by nie powiedzieć bardzo słaby. W przerwie mówiłem moim zawodnikom, że 45 minut lekkiej przewagi nie oznacza, że spotkanie się już skończyło. Należało zrobić w drugiej połowie wszystko biegając, powtarzam biegając i mądrze grając, by nie stracić gola i szukać szansy na podwyższenie wyniku. Do dzisiejszego rana uważałem, że mamy problem, teraz utwierdziłem się w tym przekonaniu, a być może problem jest większy. Nikt się nad nami w lidze litował nie będzie.