Korona - Cracovia 1:1. Seria Cracovii trwa
pp
Cracovia zagrała dwie rózne połowy. Po pierwszej, w której ciężko było wskazać słabe punkty zespołu Lenczyka krakowianie prowadzili. W drugiej od samego początku do szaleńczych ataków ruszyli gospodarze i to oni, za sprawą najlepszego w kieleckiej drużynie Ediego, zdołali trafić do siatki.
Fot. Jarosław Kubalski / Agencja Gazeta
5. kolejka. Korona - Cracovia 1:1
Początek meczu należał do piłkarzy Cracovii. W 13. minucie po szybkiej akcji
i dośrodkowaniu Łukasza Derbicha Radosław Matusiak posłał piłkę głową do
siatki. Później krakowianie większość ostatnich podań kierowali właśnie do
Matusiaka, co ułatwiało kieleckim obrońcom interwencje.
Gdy goście powrócili do akcji prowadzonych całą szerokością boiska, raz po raz
pod bramką kielczan robiło się gorąco. Najpierw Michał Goliński miał idealną
okazję do podwyższenia wyniku, ale jego strzał obronił Radosław Cierzniak,
a później Piotr Polczak z dziesięciu metrów zaskakująco strzelił, ale leżący
bramkarz kielecki nogą wybił piłkę za boisko.
W drugiej połowie piłkarze Korony, zmotywowani rozmową z trenerem w szatni,
przystąpili do ataków na bramkę Cracovii. Po jednym z nich Edi Andradina
kapitalnie strzelił, Cabaj dotknął jeszcze piłkę końcami palców, ale ta wpadła
do bramki. Kielczanie nie rezygnowali z trzech punktów. W 85. minucie Jacek
Kiełb z 20 metrów strzelił mocno, ale piłka trafiła w słupek bramki Cracovii.
Powiedzieli po meczu:
Trener Cracovii Orest Lenczyk: Oba zespoły przystępowały do tego spotkania
w trudnych okolicznościach. Korona po trzech porażkach chciała wreszcie wygrać,
a my nie zamierzaliśmy zaprzepaścić sukcesu z Lechem i wyjechać z Kielc
z czymś. Jak nie można wygrać, to przynajmniej ważny jest jeden punkt. Mamy
wiele urazów, które przez dwa tygodnie przerwy musimy wyleczyć.
Trener Korony Marek Motyka: Nie tylko prowadzenie Cracovii przerażało, ale
także bezradność naszych piłkarzy. W przerwie zastanawialiśmy się w szatni co
robić, by nie doszło do wysokiej porażki. Uzyskanie wyrównania pozwoliło liczyć
na coś więcej. Nie wyszło, żałuję, że piłka po strzale Jacka Kiełba, nie wpadła
do siatki. Nie można było wygrać, szanujemy więc cenny punkt.