Wisła - Jagiellonia 2:1. Jagiellonia mocno nastraszyła mistrzów
Piotr Jawor, Sosnowiec
Już tylko Wisła jest niepokonana w ekstraklasie. Krakowianom wystarczyło 10 minut, by pozbawić tego tytułu Jagiellonię. Na otarcie łez białostocczanie mocno postraszyli mistrzów Polski i zdobyli kuriozalną bramkę.
Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja
5. kolejka. Wisła - Jagiellonia 2:1
Po czterech kolejkach Wisła miała komplet zwycięstw, a goście trzy wygrane i remis. Wydawało się jednak, że etykietka "meczu na szczycie" odpadła już po pół godziny. Jagiellonia nie oddał żadnego strzału, a krakowianie mieli na koncie aż dwie bramki. Pierwsza może kandydować do najbardziej przypadkowego gola kolejki. Z piłką minął się Rafał GIikiwicz, bramkarz Jagiellonii, a w polu rozpoczęło się ogromne zamieszanie. Futbolówka odbijała się od piłkarzy jak uderzona z całych sił kula bilardowa aż w końcu wylądowała pod nogami Juniora Diaza, który wpakował ją do siatki. Przypadku nie było już przy drugim golu, gdy Paweł Brożek przymierzył z ok. 18 metrów.
Jagiellonia była całkowicie bezradna. Obrońcy zupełnie wyłączyli z gry Tomasza Frankowskiego, który na dodatek dostał kilka kuksańców od swoich byłych kolegów. Jedyną szansą gości była szybkość Kamila Grosickiego, ale po dwóch rajdach stoperzy Wisły wzmogli czujność i piłki coraz rzadziej trafiały pod nogi napastnika Jagiellonii.
Po godzinie trener Michał Probierz ściągnął Frankowskiego. Piłkarza żegnały brawa, ale były zawodnik Wisły nawet nie zerknął w stronę trybun. Nie poszedł też na ławkę rezerwowych, tylko udał się prosto do szatni. Sześć minut później Jagiellonia oddała pierwszy celny strzał, ale z uderzeniem Grosickiego poradził sobie Mariusz Pawełek. Chwilę później boisko na noszach z rozciętą głową opuścił Arkadiusz Głowacki.
Kapitana Wisły zastąpił Mariusz Jop, a rywale postanowili skorzystać z faktu, że były reprezentant Polski w tym sezonie zagrał tylko dziesięć w ekstraklasie i rozpoczęła ataki. Pełnego zaufania do kolegi nie miał też Marcelo. Brazylijczyk niepotrzebnie uprzedziła Jopa, a piłka trafiła do Remigiusza Jezierskiego. Napastnik Jagiellonii trafił w słupek, ale piłka nieszczęśliwie uderzyła w interweniującego Pawełka i wpadła do siatki.
Goście mieli jeszcze szansę na remis, ale w doliczony czasie gry strzał głową Pavol Stano przeszedł obok słupka.
Zdaniem trenerów
Maciej Skorża, Wisła: Ten mecz to przykład jak mogą skończyć się zawody, gdy nie potrafi się dobić przeciwnika. Prowadzimy 2:0 i zamiast strzelić kolejną bramkę, tracimy gola i przy pechu mogło skończyć się nawet remisem. To musi być dla nas nauczka. Zabrało spokoju w rozegraniu piłki i wykończeniu sytuacji. Zamiast strzelać na bramkę, próbowaliśmy dogrywać. Końcówka była naprawdę nerwowa, a w przerwie meczu w taki scenariusz pewnie sam bym nie uwierzył.
Michał Probierz, Jagiellonia: Pierwsza, dość przypadkowa bramka ustawiła spotkania. Wydawało się, że drugi gol przekreśli nasze szanse, ale muszę pochwalić zawodników, że walczyli do końca i strzelili bramkę. A przy odrobinie cwaniactwa mogli nawet zremisować. Mistrz Polski jest dla nas jeszcze za mocny, ale dzięki systematycznej pracy możemy być groźni dla każdego. Tomek Frankowski? Piłkarz nie zawsze gra rewelacyjnie i nie zawsze zdobywa bramki. Tomkowi to spotkanie niezbyt wyszło, ale zrobimy wszystko, by na następny mecz był w stuprocentowej dyspozycji.