Legia - Polonia B. 1:0. Wygrani i nieskuteczni
Robert Błoński, Warszawa
Po dwóch meczach bez zdobytego gola i wygranej, drużyna Jana Urbana zdobyła trzy punkty. Po słabym meczu pokonała Polonię Bytom 1:0
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Marcin Mięciel wrócił do Legii po dziewięciu latach pobytu za granicą Jest w tym sezonie najlepszym strzelcem drużyny.
Początek był zaskakujący - jako pierwsza zaatakowała Polonia, ale jej jedyny napastnik nie sięgnął piłki nim upłynęła 20. sekunda spotkania. Animuszu i werwy drużynie Jurija Szatałowa starczyło na dziewięć minut. Wtedy to mieli najlepszą okazję do strzelenia gola - po akcji Szymona Sawali z około 20 m strzelał Marek Bażik. Słowak nie trafił w bramkę rodaka Jana Muchy i od tej pory zdecydowanie dominowali gospodarze.
- Będę wymagał pełnego zaangażowania, wręcz piany na ustach i ogromnej determinacji - prorokował przed spotkaniem nastawienie swojej drużyny trener Jan Urban. Piłkarzom miało się chcieć chcieć. Mieli biegać i walczyć do upadłego. Jedynym, który przez całe spotkanie miał te słowa w sercu, głowie i nogach był Marcin Mięciel - walczył na całego.
Inni zapamiętali te słowa płynące z Łazienkowskiej po dwóch meczach bez strzelonego gola, w którym Legia zdobyła jeden punkt: "obojętnie jak, byle wygrać". Mecz był słaby, ale w pierwszej połowie legioniści postawili na to, czego Urban przewidzieć nie mógł. Czyli skuteczność. Tydzień temu w Wodzisławiu seryjnie marnowali okazje, nie strzelili gola przez godzinę, by w efekcie przegrać z Odrą. Trener zarzucił piłkarzom brak umiejętności wykańczania akcji. Tym razem pierwsza szansa Legii skończyła się pięknym golem. Nie wiadomo, co było ładniejsze - podanie Radovicia czy zaskakujący strzał pod poprzeczkę Szałachowskiego. W Wodzisławiu ten ostatni miał trzy świetne okazje, zdecydowanie łatwiejsze niż tę w meczu z Polonią. W piątek trafił, w minioną niedzielę - nie.
Legia sprawiła, że momentami rywale z Bytomia byli bezradni. Zespół Szatałowa próbował stanąć w środku pola i ograniczyć poczynania Iwańskiego oraz Gizy. Kiedy przyszło do konstruowania akcji było już gorzej. Piłkarze z Bytomia próbowali, starali się. Chcieli, ale mieli ograniczone pole manewru - lewe skrzydło zablokowane. Prawe - też. Środkiem? Poza pierwszą akcją i strzałem Bażika - bez szans. Jan Mucha miał piłkę w rękach ledwie kilka razy.
Nie znaczy to, że Legia mogła zdobywać gola za golem. Gra toczyła się na połowie Polonii, ale daleko od bramki. Stałe fragmenty warszawian nie były żadnym zagrożeniem. Jedyna pociecha w pierwszej połowie była taka, że bytomianom nie udawało się wyprowadzić kontr. Dobrze grali środkowi obrońcy Killar z Klepczyńskim. Atutów brakowało w ofensywie.
Pod koniec pierwszej połowy obudziły się demony nieskuteczności Legii z Wodzisławia i nie skończyły się do ostatniego gwizdka. Najpierw po kapitalnym, prostopadłym podaniu Astiza w sytuacji sam na sam z Balażem znalazł się Radović. Minął słowackiego bramkarza, ale piłki do siatki skierować rady nie dał. Obrońcy spokojnie ją przejęli. Przy drugiej okazji Legii wytłumaczenia nie było dla nikogo - Radović wycofał piłkę, strzał Iwańskiego z pola karnego skończył się kiksem, ale piłka leciała wzdłuż bramki Polonii. Stojący cztery metry przed nią Maciej Rybus, został zupełnie zaskoczony i nie potrafił prosto kopnąć do pustej bramki.
W drugiej połowie mecz był bardziej wyrównany, poloniści mniej się bali, gra toczyła się bliżej obu bramek, były sytuacje. Gości stać było na kilka rzutów rożnych i jeden celny strzał - Rafała Grzyba z 30 m, który pewnie złapał Mucha.
Za to warszawianie grali z zatrważającą skutecznością - znowu brakowało umiejętności po bramką przeciwnika. Szanse marnowała z seryjną dokładnością. Szałachowski, Rybus, Iwański, Radović, Paluchowski - każdy z nich mógł zdobyć gola. Świetnie jednak bronił Balaż albo strzały były niecelne. "Piotrek Włodarczyk" - krzyknęli kibice nawiązując do nieskuteczności byłego zawodnika Legii dla którego nie było okazji nie do zmarnowania.
Poloniści mieli swoją szansę kiedy po dośrodkowaniu Kotrysa tuż obok słupka strzelał Podstawek. A później legionistów w ostatniej chwili uratował Rzeźniczak. Polonia przyjeżdżała na Łazienkowską jako trzeci zespół Ekstraklasy. Po trzech wygranych (po 1:0) i jednej porażce (1:2). Z czterema Słowakami i dwoma Czechami w jedenastce. Nie wybijała piłki na oślep, próbowała grać do przodu - ale od słabej Legii była w piątek jeszcze słabsza. Warszawianie wyprzedzili ją w tabeli.
W doliczonym czasie gry na boisko wszedł Takesure Chinyama - to jego pierwszy występ w tym sezonie po kontuzji i artroskopii kolana. Piłki nie dotknął. Ale to reprezentant Zimbabwe jest nadzieją Legii, że w następnych meczach goli będzie więcej. Okazje są - brakuje egzekutora.