Wisła pokonała w Sosnowcu GKS i przynajmniej do jutra objęła fotel lidera. Pierwszą bramkę w sezonie zdobył król strzelców ubiegłego sezonu Paweł Brożek.
GKS przyjechał na Stadion Ludowy z ofensywnym nastawieniem. Wskazywało na to desygnowanie do pierwszego składu przez Rafała Ulatowskiego dówch napastników - Mariusza Ujka i Carlo Costly'ego. Nie przełożyło się to jednak na grę bełchatowian, którzy równorzędną walkę z mistrzami Polski byli w stanie nawiązać tylko do straty pierwszego gola.
W 27. minucie spotkania po rzucie rożnym piłkę głową uderzył Głowacki. Futbolówka miała juz wpaść do siatki, kiedy z lini bramkowej ręką wybił ją Wróbel. Nie umknęło to uwadze sędziego, który ukarał pomocnika GKS czerwonym kartonikiem i wskazał na wapno. Do piłki podszedł Głowacki i mocnym strzałem po ziemi dał prowadzenie swojej drużynie.
Swojemu koledze z drużyny drugiej bramki w tym ezonie pozazdrościł Paweł Brożek, który trzy minuty później podwyższył na 2:0. Najskuteczniejszy piłkarz Wisły w ostatnich sezonach wykorzystał doskonałe podanie Kirma i z całej siły, uderzeniem z woleja wpakował piłkę w górny róg bramki Sapeli. Od tego momentu na boisku istniała tylko Wisła, która czekała na rywali na swojej połowie i wyprowadzała groźne kontry. Do przerwy wynik się jednak nie zmienił.
Po przerwie kibice, którzy liczyli na odważniejsze ataki gości srogo się rozczarowali. GKS dalej grał bojaźliwie,a Biała Gwiazda długo rozgrywała swoje akcje. Kiedy bełchatowianie w koncu zaatakowali, otrzymali kolejny cios. Łobodziński precyzyjnie dośrokdował ze skrzydła, a piłkę do siatki głową skierował Marcelo.
W końcowych minutach Wisła miała jeszcze kilka okazji do pogrążenia rywali, ale Kirmowi, Małeckiemu i Ćwielongowi pod bramką Sapeli brakowało zimnej krwi.
Minuta po minucie
Aplikacja wymaga wtyczki Adobe Flash Player 9. Pobierz najnowszą wersję.