Po trzech kolejkach ekstraklasy piłkarze Jagiellonii mają na koncie już tylko... trzy ujemne punkty. Drużyna, która rozpoczęła sezon z 10-punktową stratą do rywali, nie doznała jeszcze porażki. W sobotę podopieczni Michała Probierza pokonali beniaminka z Kielc 2:0.
Piłkarze Korony mogą pocieszać się, że zrobili korzystniejsze wrażenie niż wskazuje wynik. Praktycznie przez cały mecz dominowali na boisku, ale co z tego skoro szwankowała skuteczność. Np. w 22. minucie, gdy w świetnej sytuacji znalazł się Paweł Buśkiewicz. Były napastnik m.in. Polonii Warszawa i Górnika Zabrze zdecydował się jednak podawać do kolegów, w efekcie czego obrońcy Jagiellonii zdążyli wybić piłkę.
Gospodarze wykazywali znacznie więcej zdecydowania pod bramką rywali. W 34. minucie stworzyli pierwszą bardzo groźną sytuację i od razu zdobyli gola. Konkretnie Igor Lewczuk, który wykorzystał świetne podanie Kamila Grosickiego. Dla wychowanka Hetmana Białystok to pierwszy gol w ekstraklasie.
Tuż po przerwie wynik mógł podwyższyć Paweł Zawistowski (razem z Lewczukiem występował w przeszłości w Zniczu Pruszków), ale w dogodnej sytuacji przestrzelił. Groźna akcja Jagiellonii podziałała ożywczo na Koronę, która ruszyła do zdecydowanych ataków. Nie potrafiła jednak stworzyć groźnych okazji. A gdy już w końcu zdobyła bramkę (w 80. minucie), sędzia jej nie uznał, odgwizdując faul Jacka Markiewicza.
Chwilę potem lekcję skuteczności dał kielczanom Tomasz Frankowski - w 83. minucie bez problemów wykorzystał sytuację sam na sam. To 124. gol doświadczonego napastnika w polskiej ekstraklasie, który przy okazji sprawił sobie wczesny prezent urodzinowy. W niedzielę Frankowski kończy 35 lat. Pamiętali o tym również kibice w Białymstoku. Na trybunach pojawił się ogromny transparent: "Franek - tylu lat co bramek". (PAP)
Minuta po minucie
Aplikacja wymaga wtyczki Adobe Flash Player 9. Pobierz najnowszďż˝ wersjďż˝.