Śląsk - Polonia B. 2:1. Śląsk odgryzł się za pechową porażkę w Warszawie
Dariusz Łuciów
Śląsk Wrocław przerwą passę dwóch zwycięstw z rzędu Polonii Bytom, pokonując przed własną publicznością podopiecznych Jurija Szatałowa 2:1. Po czterech miesiącach przerwy spowodowanej kontuzją kolana na boisku pojawił się Sebastian Mila.
Fot. Mieczysław Michalak / AG
Zdjęcie z meczu Polonia - Śląsk
Polonia Bytom bardzo udanie zainaugurowała tegoroczne rozgrywki, pokonując najpierw GKS Bełchatów 1:0 i takim samym wynikiem odprawiając na wyjeździe Odrę Wodzisław. Dobra passa jednak się skończyła w meczu ze Śląskiem, choć bytomianie, szczególnie w pierwszej połowie zostawili po sobie dobre wrażenie, będąc momentami drużyną lepszą od gospodarzy.
W pierwszej połowie skutecznych akcji ofensywnych zarówno po stronie Śląska, jak i Polonii było jak na lekarstwo. Pierwsi oddali dwa celne strzały na bramkę, drudzy jeden. To jednak wystarczyło, żeby kibice zgromadzeni na stadionie przy ul. Oporowskiej zobaczyli bramki.
Na dziesięć minut przed przerwą, dośrodkowanie z rzutu rożnego Janusza Gancarczyka, uderzeniem głową na bramkę zamienił Tomasz Szewczuk. Było to pierwsze trafienie najskuteczniejszego zawodnika Śląska poprzedniego sezonu w obecnych rozgrywkach.
Gospodarze długo z prowadzenia jednak się nie cieszyli, bo odpowiedź Polonii była bardzo szybka. Piłkę w pole karne wrzucał Marek Bazik, tam delikatnie musnął ją Grzegorz Podstawek, nie dając najmniejszych szans Ivo Vazgecowi.
Po przerwie Śląsk zagrał bardziej agresywnie, a jego akcje ofensywne sprawiały wiele problemów defensorom Polonii. Najpierw w polu karnym, uderzeniem w krótki róg Wojciecha Skabę próbował pokonać Janusz Gancarczyk, a chwilę później strzał Tomasza Szewczuka z za pola karnego z największym trudem obronił bramkarz Polonii. Wspomniane akcje uskrzydliły piłkarzy Śląska, którzy momentami zamykali podopiecznych Jurija Szatałowa na ich połowie.
W 69. minucie gry, zmęczonego Marka Gancarczyka zastąpił Tadeusz Socha. Ta zmiana bardzo szybko przyniosła pożądany skutek, bowiem przesunięty do linii pomocy w miejsce Gancarczyka Krzysztof Wołczek, zaliczył swoje drugie trafienie w tym sezonie, zapewniając swojej drużynie komplet punktów.
Po tym meczu kibice Śląska mają dodatkowy powód do radości, bowiem po czteromiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją kolana do gry wrócił Sebastian Mila. Choć Mila pojawił się na boisku dopiero w 87. minucie spotkania, to w meczowym protokole zapisał się jeszcze przed przerwą, bowiem popularny "Roger" został ukarany żółtą kartką za komentarze skierowane w stronę sędziego.
Po meczu powiedzieli:
Jurij Szatałow, trener Polonii: - Dzisiaj byliśmy zespołem gorszym. Pierwszą bramkę gospodarze zdobyli po stałym fragmencie gry, mimo że uczulałem wcześniej zespół na tym punkcie. Przy drugiej straconej bramce błąd popełnił nasz bramkarz, bo mógł wybić piłkę na rzut rożny. Chciałbym jednak pochwalić chłopaków za to, że potrafili utrzymywać się długo przy piłce i dobrze ją rozgrywać. Trudno powiedzieć, jak zespół zachowa się w następnych w następnych dwóch kolejkach. Myślę, że po nich będzie wiadomo na jaki wynik w tym sezonie nas stać.
Ryszard Tarasiewicz, trener Śląska: - Potwierdziły się moje przedmeczowe przewidywania i Polonia okazała się ciężkim rywalem. Dla nas to był trudniejszy mecz, od tego w Warszawie. Moi piłkarze zagrali dwie różne połowy. W pierwszej zaprezentowali się słabiej i widać, że ciążyła na nich duża presja za wynik. W drugiej połowie skróciliśmy pole gry Polonii i zagraliśmy bardziej ofensywnie i to przyniosło efekty.