Ruch - Arka 1:0. Pilarz bohaterem
Wojciech Todur
Niebiescy wygrali drugi mecz z rzędu. Arka była na Cichej bliska remisu, ale w ostatnich minutach zmarnowała rzut karny.
Fot. Grzegorz Celejewski / AG
12. kolejka. Ruch Chorzów - Arka Gdynia 0:0
Trener Waldemar Fornalik podkreśla, że zaangażowanie w grę stawia na równi z umiejętnościami. Chorzowscy piłkarze zapomnieli o tym na inaugurację rozgrywek, gdy po słabym spotkaniu przegrali z Wisłą Kraków. Od meczu z Piastem niebiescy grają już tak jak oczekuje szkoleniowiec - w obronie nie cofają się nawet o metr, w ataku ruszają w pogoń nawet za z pozoru przegranymi piłkami.
Przed spotkaniem z Arką wydawało się, że największym problemem Ruchu będzie zestawienie środka obrony. Rafał Grodzicki - dotąd pewniak w podstawowej jedenastce - wypadł ze składu z powodu czerwonej kartki, a Maciej Sadlok miał w nogach środowy mecz w barwach młodzieżowej reprezentacji Polski. Fornalik obawiał się, że Sadlok wróci na Cichą zmęczony, ale i tak nie bał się zaufać młokosowi.
Grodzickiego zastąpił Grzegorz Baran, który w linii pomocy zwolnił miejsce Maciejowi Scherfchenowi. "Szeryf", który zimą opuścił Ruch bo klubu nie było stać na jego kontrakt, grał dotąd w drużynie z Młodej Ekstraklasy. - Tak się umówiłem z trenerem. Miałem zaległości treningowe - wyjaśnił.
Do składu wrócił akurat na mecz z Arką w której spędził rundę wiosenną poprzedniego sezonu. Scherfchen pasuje do filozofii trenera Fornalika jak mało kto.
- Tylko pijany mógłby nie zauważyć, że w każdym meczu daję z siebie wszystko - mówił na przedmeczowej konferencji prasowej. Na powrót Scherfchena czekał szczególnie Andrzej Niedzielan, który w dotychczasowych meczach nie dostał zbyt wielu dokładnych podań z drugiej linii.
W meczu z Arką to jednak sam Niedzielan wcielił się w rolę rozgrywającego i po bliźniaczych zagraniach dogrywał piłkę przed bramkę Arturowi Sobiechowi, a po kilku minutach Gaborowi Strace. Sobiech - który tak jak Sadlok zagrał w środę w polskiej młodzieżówce - nie zawiódł i z kilku metrów przymierzył do niemal pustej bramki, ale już Słowak trafił w zabiegającego mu drogę Macieja Szmatiuka.
Arka zabrała się do pracy dopiero po przerwie. Szarpał Bartosz Ława, bardzo groźnie strzelał i dryblował w polu karnym Tadal Labukas. Napór gości rósł aż w końcu Krzysztof Nykiel stracił głowę i sfaulował w polu karnym Przemysława Trytko. W 88. minucie do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł doświadczony Grzegorz Niciński, który dopiero co wszedł na boisko. Uderzył mocno, po ziemi, ale Krzysztof Pilarz wyczuł jego intencje i złapał piłkę!
- Do chwili straty gola zachęcaliśmy Ruch by nam tą bramkę wbił. Dopiero po przerwie zaczęliśmy konstruować akcje, ale brakowało ostatniego podania. Porażka, gdy w końcówce nie strzela się rzutu karnego boli - ocenił Marek Chojnacki, trener Arki, który pytany czy nie obawia się dymisji po trzeciej porażce z rzędu odparł, że "każdy szkoleniowiec musi się z tym liczyć".
- Trzy punkty zawdzięczamy Krzyśkowi Pilarzowi. Szkoda, że wcześniej nie wykorzystaliśmy jednej z kilku dobrych okazji i nie podwyższyliśmy prowadzenia - dodał trener Fornalik.