Legia - Zagłębie 4:0. Lider z Łazienkowskiej
Robert Błoński
Tylko w drugiej połowie mecz w Warszawie miał coś wspólnego i z ekstra i klasą. Legia wygrała 4:0, a bohaterem był strzelec dwóch goli Adrian Paluchowski oraz obrońca Artur Jędrzejczyk.
Fot. Kuba Atys / AG
Kontrowersyjna sytuacja z 86 min. meczu Legia - Zagłębie: sedzia Siejewicz prawidłowo nie uznaje gola dla Legii
To, co działo się w pierwszej połowie najlepiej obrazuje gol, który padł w 31. minucie. Miroslav Radović dośrodkował z prawej strony. Długo lecącą piłkę podbił do góry, bo to nie był strzał, Adrian Paluchowski. Piłka spadała przed linią bramkową Zagłębia, a tam debiutujący w ekstraklasie Szymon Łapias wbił ją do siatki. Trener lubinian Andrzej Lesiak ukrył twarz w dłoniach.
Kuriozalna bramka była odzwierciedleniem słabego, toczącego się w dramatycznie wolnym tempie meczu. Piłkarzom nie chciało się ani biegać, ani walczyć. Przez 45 minut popełnili osiem fauli! W drugiej wreszcie był dobry futbol, szybkie akcje, podania z pierwszej piłki, strzały i ładne gole.
Trener Legii Jan Urban zaskoczył składem - posadził na ławce m.in. Szalę, Rogera, Mięciela i Szałachowskiego. Raz, że nie chciał ryzykować kontuzji przed czwartkowym rewanżem z Broendby (Szałachowski). Dwa, że posadził na ławce tych, którym mecz w Danii się nie udał (Mięciel).
Ale tak naprawdę dziś nie wiadomo, która Legia jest prawdziwa. Ta z Kopenhagi z trzema ofensywnymi pomocnikami w środku i Mięcielem z ataku czy ta z niedzieli. Efektowniejsza była ta z meczu przeciwko Zagłębiu. Swoją szansę na pewno wykorzystał środkowy obrońca Artur Jędrzejczyk - nie przegrał pojedynku główkowego. Popełnił jeden błąd tracąc piłkę na swojej połowie, poza tym grał pewnie, zdecydowanie i odważnie. A po przerwie strzelił pięknego gola. To jego drugi występ w ekstraklasie!
Swoją szansę wykorzystał też - wreszcie - Paluchowski. Strzelił, można powiedzieć dwa i pół gola. Utrzymywał się przy piłce, pokazał że umie wygrać pojedynek jeden na jednego i być skuteczny. W rewanżu powinien zagrać. Borysiuk wprowadził sporo spokoju w środku, spowodował, że Maciej Iwański mógł poświęcić się grze do przodu, kreowaniu szans, a nie odbierać piłki. Warszawianie mieli zdecydowanie mniej strat niż w Kopenhadze, a po przerwie wręcz zdominowali lubinian. Koncepcja gry z defensywnym pomocnikiem lepiej się sprawdziła niż gra z trójką ofensywnych graczy w środku - inna sprawa, że Zagłębie to słabsza drużyna niż Broendby.
Zagłębie wróciło do ekstraklasy po rocznym pobycie w I lidze. Wrócili na stadion, na którym w czerwcu 2007 roku wygrali 2:1 i świętowali mistrzostwo Polski. Później zostali zdegradowani za korupcję. Dopóki mieli siły, grali przyzwoicie.
Lubin może dać lidze, oprócz nauczonego trenerskiego fachu w Austrii byłego reprezentanta Polski Lesiaka, także skrzydłowego Szymona Pawłowskiego (był powoływany do kadry przez Leo Beenhakkera) oraz Portugalczyka Dinisa. Były zawodnik Beira Mar, z konieczności, grał jako defensywny pomocnik. Grał poprawnie, pokazał, że potrafi mocno kopnąć lewą nogą, że dużo widzi i nie boi się gry jeden na jednego. Jest obrońcą, ale kontuzje wyeliminowały z gry Mateusza Bartczaka, Michała Golińskiego i Michała Stasiaka czyli zawodników, którzy dadzą Zagłębiu charakter, doświadczenie, siłę i umiejętności. Bez nich nie miało z Legią szans.
Pawłowski miał okazję do strzelenia bramki, ale po jego strzałach piłka odbijała się od słupka i trafiła w boczną siatkę. Po 23-letnim skrzydłowym widać, że pobyt w I lidze nie wyszedł mu na dobre. Zatracił szybkość, błysk i umiejętność wygrywania pojedynków jeden na jeden. Ale i tak może być jednym z tych graczy, którzy dołożą bezbarwnej lidze trochę kolorytu.
Legia w drugiej połowie zagrała bardzo dobrze i pewnie. Przyspieszyła akcje, wykorzystała pierwszą okazję do zdobycia drugiego gola - Paluchowski wygrał pojedynek jeden na jednego i strzałem podcinką trafił w 52. min do siatki. Potem padły kolejne gole - lubinianie nie byli w stanie niczym odpowiedzieć.
Kiedy po strzeleniu czwartego gola kibole zaczęli krzyczeć "Kopenhaga - prowokacja" zostali wygwizdani i wybuczeni przez kibiców siedzących z drugiej strony trybuny honorowej.
Legia zaczęła sezon świetnie, jest - razem z Koroną Kielce - na pierwszym miejscu w tabeli. Jeśli zagra z Broendby przez cały mecz tak jak w drugiej połowie - może awansować do kolejnej rundy kwalifikacji Ligi Europejskiej.
Legia Warszawa - Zagłębie Lubin 4:0 (1:0)
Bramki: Szymon Łapias (32. samobójcza), Adrian Paluchowski (48.), Adrian Paluchowski (62.), Artur Jędrzejczyk (67.)
Legia Warszawa: Jan Mucha - Jakub Rzeźniczak, Inaki Astiz Ventura, Artur Jędrzejczyk, Marcin Komorowski - Miroslav Radović, Maciej Iwański (74. Sebastian Szałachowski), Ariel Borysiuk, Piotr Giza (72. Roger ), Maciej Rybus - Adrian Paluchowski (81. Marcin Mięciel)
Zagłębie Lubin: Aleksander Ptak - Szymon Łapias, Sreten Sretenović, Łukasz Jasiński, Costa Nhamoinesu - Szymon Pawłowski (74. Przemysław Kocot), Kamil Jackiewicz (60. Robert Kolendowicz), Fernando Dinis, Dawid Plizga (68. Wojciech Kędziora) - Ilijan Micanski, Łukasz Hanzel