Korona - Polonia W. 4:0. Wielki wieczór Korony i Ediego
Maciej Sierpień, Kielce
Były mistrz Polski z Legią, Brazylijczyk Edson od soboty jest nowy piłkarzem Korony. Z kieleckim klubem związał się rocznym kontraktem. Jeszcze bez niego w składzie kielczanie rozbili na inaugurację sezonu pucharowicza Polonię Warszawa 4:0
Fot. Paweł Małecki / AG
Korona Kielce - Tur Turek (1:0). Interwencji gracza gości przygląda się Edi
Korona długo nie mogła znaleźć następcy dla etatowego od lat lewego obrońcy Roberta Bednarka, który odszedł do Arki Gdynia. - Po jego stracie mamy dziurę na tej pozycji. Musimy kogoś znaleźć - nie ukrywał trener Marek Motyka. Negocjacje z potencjalnymi kandydatami utrudniał jednak brak jasnej ligowej przeszłości kieleckiego klubu. Gdy jednak na ostatnim posiedzeniu zarząd PZPN, zdecydował że kielczanie sezon ostatecznie rozpoczną w ekstraklasie, władze Korony od razu ruszyły do transferowej ofensywy. Jeszcze w czwartek roczny kontrakt z opcją przedłużenia na kolejne dwanaście miesięcy podpisał bramkarz Zbigniew Małkowski, były zawodnik Feyenoordu Rotterdam i szkockiego Hibernianu.
W sobotę identyczną umowę parafował Edson. - Pozyskaliśmy znakomitego zawodnika. Piłkarza z ogromnym doświadczeniem i niespotykanymi umiejętnościami. Będzie dla nas wielkim wzmocnieniem, a przede wszystkim całkowicie rozwiąże problem na lewej obronie - mówi zadowolony Marek Motyka.
Wcześniej Brazylijczyk (od czwartku trenujący w Kielcach) pomyślnie przeszedł badania lekarskie oraz zaakceptował proponowane warunki finansowe. Dużą wagę w Kielcach przywiązali zwłaszcza do tego pierwszego. - Wiemy, że w Legii miał problemy z kontuzjami. Dlatego chcieliśmy być pewni jego zdrowia - przyznaje prezes Tadeusz Dudka. I teraz jeśli kielczanie sprawnie załatwią pozostałe formalności tj. pozwolenia na pracę w Polsce dla Edsona, a z Brazylii dotrze jego certyfikat to podobnie, jak Małkowski będzie do dyspozycji trenera Motyki już na niedzielny mecz z Lechem Poznań.
Bez tej dwójki kielczanie wczoraj zainaugurowali sezon w ekstraklasie. Początek po 448 dniach nieobecności nie był jednak łatwy. Polonia zaatakowała, co chwila zagrażając bramce Radosława Cierzniaka. Kielczanie w porę otrząsnęli się z debiutanckiej tremy. Niesieni dopingiem prawie 13 tysięcy kibiców uwierzyli w siebie. Na murawie znakomitą partię rozgrywał duet Edi - Mariusz Zganiacz. A przy linii bocznej swój show miał Jacek Grembocki. Trener gości krzyczał, skakał, machał rękami nie zgadzając się z boiskowymi wydarzeniami. W 34. min. patrzył jednak już tylko w ziemię... Do ustawionej na 17 metrze piłki podszedł Edi i pięknym technicznym uderzeniem nad murem pokonał Przyrowskiego. Dziewięć minut później Arena Kielc eksplodowała po raz drugi. Znów dzięki Ediemu, który znalazł w polu karnym Krzysztofa Gajtkowskiego, a ten z bliska dopełnił formalności. Mszcząc się przy okazji na swym niedawnym pracodawcy.
Po przerwie nie mający już nic do stracenia goście ruszyli do odrabiania strat. W 53. minucie strzałem głową bliski zdobycia kontaktowej bramki był Daniel Kokosiński, ale Cierzniak w sobie tylko znany sposób odbił piłkę na słupek. W 61. minucie nadzieje warszawian na punktową zdobycz w Kielcach rozwiał Jacek Markiewicz, który potężną główką po raz trzeci nie dał szans Przyrowskiemu. Asystował oczywiście nie kto inny, jak Edi. Kapitan Korony kwadrans przed końcem opuszczając boisko dostał od kibiców owację na stojąco. W 84. min. swoją chwilę triumfu miał przeżywał wprowadzony z ławki Cezary Wilk. 23-letni pomocnik niczym rasowy napastnik po podaniu innego rezerwowego Tomasza Nowaka wykorzystał sytuację sam na sam z Przyrowskim.
Korona Kielce - Polonia Warszawa 4:0 (2:0)
Bramka: Edi (34.), Gajtkowski (43.), Markiewicz (61.), Wilk (84.)
Korona: Cierzniak - Nawotczyński, Markiewicz, Hernani, Paknys - Łatka (56. Kiełb), Zganiacz, Edi (74. Wilk), Sobolewski - Gajtkowski (68. Nowak), Buśkiewicz
Polonia: Przyrowski - Piątek, Jodłowiec, Kokosiński, Zasada - Trałka, Lato, Mierzejewski (63. Mąka), Sarvas - Kulscar (46. Chałbiński), Kosmalski (68. Ivanovski)