Śląsk - Zagłębie 2:0. Derby Dolnego Śląska dla wrocławian
borzech, PAP
Ponad siedem lat przyszło czekać kibicom piłkarskim na ligowy mecz Śląska Wrocław z KGHM Zagłębiem Lubin. Ostatni raz obie drużyny spotkały się 24 kwietnia 2002 roku i górą w tym spotkaniu byli wrocławianie, którzy na wyjeździe wygrali 2:1. Sobotni pojedynek o prymat na Dolnym Śląsku okazał się pełnym walki widowiskiem, z którego tym razem zwycięsko wyszli gospodarze.
Jako pierwsi szansę zdobycia bramki mieli podopieczni Ryszarda Tarasiewicza. W ósmej minucie Janusz Gancarczyk przedarł się lewą stroną boiska, oszukał obrońcę i próbował strzelać. Po dużym zamieszaniu w polu karnym piłka trafiła do stojącego na jedenastym metrze Tomasza Szewczuka, który mając przed sobą tylko bramkarza fatalnie przestrzelił.
Odpowiedź gości była błyskawiczna. Po błędzie obrońców Śląska w sytuacji "sam na sam" z bramkarzem znalazł się Dawid Plizga, który jednak nie potrafił pokonać dobrze interweniującego Wojciecha Kaczmarka. Od tego momentu tempo wyraźnie spadło, a w grę obu zespołów wkradł się chaos. Sporo było niedokładnych podań i niecelnych strzałów. Żadna z drużyn do końca tej części meczu nie potrafiła stworzyć sobie dobrej sytuacji do zdobycia bramki.
Po zmianie stron gospodarze rzucili się do ataku. Po kwadransie ich wysiłki przyniosły upragniony skutek. Sebastian Mila przechwycił piłkę w środku pola, znakomicie podał do Vuka Sotirovica, a ten mimo asysty obrońcy mocnym strzałem zdołał pokonać Aleksandra Ptaka.
Zdobyta bramka dodała gospodarzom animuszu. Ich akcje zaczęły nabierać coraz szybszego tempa. W 77. minucie Śląsk wyprowadził wspaniały kontratak. Mila popisał się dokładnym podaniem do Gancarczyka, który minął zaskoczonych obrońców, przebiegł 30 metrów i pokonał bezradnego Ptaka.
Po strzeleniu drugiej bramki wrocławianie do końca meczu kontrolowali już sytuację na boisku, a wynik nie uległ zmianie.
Minuta po minucie
Aplikacja wymaga wtyczki Adobe Flash Player 9. Pobierz najnowszą wersję.