Śląsk nie pęka przed Legią

Michał Karbowiak
2008-11-14, ostatnia aktualizacja 2008-11-14 09:38

Zwycięstwo na Łazienkowskiej w Warszawie, to prawdziwy rarytas, którego w tym sezonie nie zasmakował jeszcze nikt. Ale też nikt nie walczył z Legią po jej dwóch kolejnych porażkach - a Śląsk zagra dzisiaj.

13. kolejka. Ruch Chorzów - Śląsk Wrocław 1:2
Fot. MARCIN TOMALKA / AG
13. kolejka. Ruch Chorzów - Śląsk Wrocław 1:2
To był dziwny tydzień w polskim ligowym futbolu. Natężenie meczów jak nie u nas, bo piłkarze ekstraklasy grali co trzy dni. Natężenie niespodzianek też spore, bo w zasadzie nie ma faworyta, który w dwóch ostatnich spotkaniach wywalczyłby komplet punktów. Przy okazji padły już "dwie twierdze", jak zwykło się mawiać o stadionach, gdzie gospodarze nie przegrywają. Przy obu upadkach swój udział mieli piłkarze z Wrocławia. Najpierw to oni oddali swoją "twierdzę" na Oporowskiej przegrywając z Piastem Gliwice 0:1. Za trzy dni Śląsk jednak wygrał na Cichej w Chorzowie i tym razem to miejscowy Ruch stracił miano niepokonanego u siebie.

Została więc już tylko jedna drużyna, która w tym sezonie nie zanotowała porażki na własnym stadionie. To właśnie Legia, z którą podopieczni Ryszarda Tarasiewicza zagrają dzisiaj. Ostatni raz ekipa ze stolicy przegrała na Łazienkowskiej 12 kwietnia tego roku, kiedy pokonał ją Lech Poznań.

Jeszcze dwa tygodnie temu warszawianie byliby murowanym faworytem pojedynku ze Śląskiem, bo wygrali mecz na szczycie z Wisłą Kraków. Dziś faworytem są nadal, ale sytuacja się nieco zmieniła. Zawodnicy trenera Jana Urbana zajmują w tabeli piąte miejsce, czyli są o jedną lokatę wyżej od wrocławian. Dodatkowo wyprzedzają Śląsk tylko o trzy punkty. Wszystko przez ten fatalny tydzień, kiedy legioniści ulegli najpierw w sobotę Polonii Bytom, a potem we wtorek GKS-owi Bełchatów.

- Nie ma się czym sugerować. Przecież tam są zawodnicy, którzy aspirują do wyjazdu na Zachód czy do reprezentacji. To co, oni chcieliby tam grać za nazwisko? Muszą sobie radzić w takich sytuacjach. Co mają powiedzieć zawodnicy Śląska, którzy dopiero ekstraklasy smakują - mówi trener wrocławian Ryszard Tarasiewicz. Po chwili jednak dodaje. - Widać jednak, że coś im się tam rozregulowało i trzeba to wykorzystać.

W Śląsku dla odmiany wszystko się uregulowało. Po grypie do pełni sił wrócili w końcu Sebastian Dudek, Antoni Łukasiewicz i Tomasz Szewczuk. Efekt - to dobra gra drużyny z Ruchem, zwycięstwo i dwie ładne bramki. W Warszawie z powodu kontuzji najpewniej zabraknie kapitana zespołu Dariusza Sztylki, ale przecież Ślask bywał już w gorszych sytuacjach. Jak choćby w Poznaniu, gdzie bez pięciu piłkarzy wywalczył remis.

- Nam się po prostu gra dobrze z rywalami, którzy prezentują otwartą piłkę - zaznacza skrzydłowy Krzysztof Ostrowski.

Wtedy wrocławianie mogą grać z kontry, choć trener Tarasiewicz zaklina się, że tego nie lubi, a piłkarzy do tego nie namawia. W takim razie jakoś samo tak wychodzi, ale akurat nie można mieć tego zawodnikom za złe. Można mieć za co innego. W starciach z mocnymi rywalami miewają oni słabe początki meczów i tracą bramki. Tak było właśnie w Warszawie, tyle że w rywalizacji z Polonią, albo później w spotkaniu z Lechem na Bułgarskiej. Straty udało się odrobić tylko za drugim razem.

- Potrzebujemy chwili na rozpoznanie przeciwnika. Na pewno nie pękamy i z Legią też nie pękniemy - zapewnia Ostrowski. Trener Tarasiewicz tłumaczy to nieco inaczej. - Każdy szkoleniowiec namawia piłkarzy, aby narzucić od początku meczu swój styl gry. Szczególnie dzieje się tak w meczach u siebie. I tak właśnie było w przypadku Polonii czy Lecha. A że te drużyny mają spory potencjał, to im się to udało. Naszym zadaniem jest przetrwać tę burzę i wrócić do swojego normalnego poziomu - kończy Tarasiewicz.

Legia Warszawa - Śląsk Wrocław piątek godz. 20 stadion przy ul. Łazienkowskiej.

  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów