- Sprawa jest jasna. Mam być mistrzem Polski, jeśli nie, to mam spier... - ta deklaracja trenera "Kolejorza" Franciszka Smudy w ostatnim wywiadzie dla "Gazety" mówi wszystko o nastrojach w Poznaniu. Lech w 2005 roku połączył się z Amicą Wronki, co oznacza, że stworzono tam niemal piłkarskiego gotowca. Tego samego nie chcieli przed tym sezonem we Wrocławiu, gdy do bram Śląska pukał Zbigniew Drzymała i jego Groclin.
W tym samym czasie na Bułgarskiej przed sezonem wydawano miliony złotych na kontrakty z Manuelem Arboledą, Semirem Stiliciem czy Robertem Lewandowskim. Dla porównania we Wrocławiu kupiono tylko jednego gracza z nazwiskiem, czyli Sebastiana Milę.
Dziś Lech oczarowuje - szczególnie w Europie, gdzie po pasjonujących meczach z Austrią Wiedeń awansował do fazy grupowej pucharu UEFA. W lidze rozgromił pod Wawelem nawet Wisłę Kraków 4:1. Tyle że poza tym ma na swoim koncie trzy porażki w ekstraklasie. Dużo jak na ekipę chcącą sięgnąć po prymat w Polsce. Śląsk przegrał tylko raz - w spotkaniu z Polonią w Warszawie aż 0:3. Teraz znów jedzie do zespołu dysponującego podobnym potencjałem. - Tam byliśmy po czterech kolejkach, dziś jesteśmy po dziewięciu. Mamy powody, by wierzyć w siebie - mówi trener Śląska Ryszard Tarasiewicz. Faktycznie, jego podopieczni mają tyle samo punktów co Lech, a strzelili tylko dwa gole mniej.
Można nawet powiedzieć, że grają dość podobnie: krótkimi podaniami, atakując skrzydłami. - Jest sporo podobieństw w tym, co obie ekipy prezentują na boisku. Lech ma jednak bardziej zaawansowanych technicznie graczy i jego akcje ofensywne wyglądają bardziej płynnie - stwierdza Tarasiewicz.
Dodatkowo Lech w żadnym meczu nie dał się zdominować. Śląsk już tak. Choćby w ostatnim spotkaniu z Arką były momenty, gdzie piłkę najczęściej miał bramkarz wrocławian Jacek Banaszyński. - Nie można cały czas zadowalać kibiców i dziennikarzy. Są momenty, w których będziemy się bronić. Byle w sposób kontrolowany - zaznacza trener Śląska. Gdyby tak jego gracze dobrze się bronili, a jeszcze udało się coś strzelić, wtedy wrocławianie mogliby być nawet wiceliderem ekstraklasy z jeszcze mniejszą stratą do Wisły. Wszak krakowianie w niedzielę jadą na Łazienkowską, by zagrać z drugą w tabeli Legią. I mogą tam stracić punkty.
- Mamy mentalność wojowników. Nie wiem, czy wygramy z Lechem, ale wiem, że zrobimy mu drogę przez mękę. Oczywiście w cudzysłowiu - śmieje się szkoleniowiec Śląska.
Drogę przez mękę Lechowi zafundował choćby Ruch Chorzów, który w ostatniej kolejce pokonał Lecha 2:0. Tak słabo jak na Cichej poznaniacy w tym sezonie jeszcze nie grali. - Ruch jest dla nas przykładem, że z Lechem można wygrać. Będziemy się starali powtórzyć ten wynik - zapowiada obrońca Śląska Mariusz Pawelec. A trener Tarasiewicz dodaje: - Żaden zespół nie lubi, kiedy jest pod pressingiem. Właśnie dlatego w tym meczu musimy być cały czas blisko rywala - diagnozuje trener Śląska.
Gorzej, że z Lechem nie będzie on miał najprawdopodobniej do dyspozycji Sebastiana Dudka i najlepszego strzelca Śląska Tomasza Szewczuka, który zmaga się z chorobą.
Niestety, nie będzie też miał do dyspozycji swoich kibiców. Ci z Wrocławia nie zostaną bowiem wpuszczeni na mecz z powodu remontu stadionu. A szkoda, bo na takie wydarzenie czekają 12 lat.