Lech i Śląsk spotkają się w sobotę jako czwarta i piąta drużyna ekstraklasy. Będzie to ich pierwszy pojedynek w lidze od jedenastu lat. Przez ten czas oba kluby w rozgrywkach krajowych konsekwentnie się mijały. Ostatni raz grały ze sobą w sezonie 1996/97, kiedy Śląsk spadł z ekstraklasy. Potem, gdy wrocławianie wracali do ekstraklasy, to nie było w niej poznaniaków i na odwrót. Ale przerwa we wspólnych meczach mogła trwać dłużej niż lekko ponad dekadę. Oba kluby były przecież na granicy bankructwa. Kolejorza w 2005 roku uratowała jednak fuzja z Amicą Wronki, a Śląsk rok później sponsoring władz miasta.
W ciągu trzech lat Lech stał się jednak niemal wzorem działań marketingowych w naszym kraju. Na mecze Kolejorza tylko karnety zostały sprzedane w liczbie 12 tysięcy egzemplarzy. Dla porównania - Śląsk sprzedał ich niemal dziesięć razy mniej. Na przedsezonowej prezentacji drużyny w Poznaniu centralny punkt miasta - plac Wolności - był wypełniony niemal do ostatniego miejsca. Kibiców było około dwóch tysięcy, czyli 10 razy więcej niż na takiej samej prezentacji Śląska przed centrum Magnolia Park. - Pamiętajmy jednak, że Lech swoją potęgę budował znacznie dłużej od nas. I nie da się ukryć, że wytyczył pewne ścieżki, którymi dzisiaj podążamy - podkreśla Paweł Żelem, dyrektor Śląska ds. kontaktów z mediami.
Dlatego ostatnio klub z Oporowskiej jakby marketingowo przyspieszył. Piłkarze i trenerzy jeżdżą do szkół w pobliskich miejscowościach i spotykają się z młodzieżą. Śląsk rozpoczął współpracę z MPK, a jego kibice mają zaprojektować specjalny tramwaj. Trwa również casting do specjalnej ekipy tanecznej. Taka sama grupa - o nazwie Kolejarz Girls w Poznaniu już istnieje. - Robimy wszystko, by powstała prawdziwa moda na Śląsk. To ma być klub wszystkich Dolnoślązaków - dodaje Żelem. Czyli ma być tym, czym dla Wielkopolan jest właśnie Lech. - U nas z Kolejorzem można zjeść klubową kiełbaskę, wypić piwo w naszych barwach, mamy swój napój energetyzujący. Kibice niemal od kołyski mogą ubierać się w ciuchy Lecha, mamy swoją telewizję, a planujemy w przyszłości otworzyć biuro podróży Lech Traveling - mówi rzeczniczka Lecha Joanna Dzios. - Muszę przyznać, że dzisiaj nie patrzymy już na polskie kluby. Dla nas wzorem jest np. Barcelona i inne ekipy europejskie. Wiemy, jak wiele można jeszcze zrobić, ale ile realnie nam brakuje, przekonamy się teraz - gdy awansowaliśmy do fazy grupowej Pucharu UEFA - dopowiada Dzios.
Co ciekawe - na tym miejscu mógł być przecież Śląsk. Przed sezonem niemal pewne było, że to właśnie on połączy się z Groclinem Zbigniewa Drzymały, i tym samym będzie grał tam, gdzie dziś gra Lech. Drzymała z europejskich rozgrywek zrezygnował, a potem we Wrocławiu zrezygnowano właśnie z niego. I tak to Poznań wylądował w Pucharze UEFA, wzmacniając swoją markę. I pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu działacze z Bułgarskiej przyjeżdżali na Oporowską, by zobaczyć, jak funkcjonuje dobry Biznes Center Club.