Do spotkania z Arką Śląsk przystąpił bez kontuzjowanego Vuka Sotirovica. Trener Ryszard Tarasiewicz nie mógł także skorzystać z Petra Pokornego, Vladimira Capa i Wojciecha Górskiego.
Jednak o wiele więcej problemów miał przed sobotnim meczem szkoleniowiec Arki Czesław Michniewicz. We Wrocławiu zabrakło m.in. najlepszego strzelca gdynian Zbigniewa Zakrzewskiego, a także Olgierda Moskalewicza i Marcina Budzińskiego.
Śląsk już w pierwszych minutach spotkania miał szanse na objęcie prowadzenia. W 6 minucie Janusz Gancarczyk dokładnie dośrodkował z prawej strony pola karnego, ale rozpędzony Sebastian Mila nie zdołał opanować piłki, którą ostatecznie wybili obrońcy. Chwilę później w pole karne gości podawał Tomasz Szewczuk, ale wychodzącego na czystą pozycję Milę uprzedził Norbert Witkowski.
Wrocławianie swoją pierwszą bramkę strzelili po wspaniałej kontrze, którą wyprowadził Krzysztof Ostrowski. Kapitan Śląska przejął piłkę w okolicy środka boiska, ładnym zwodem oszukał dwóch zawodników Arki i ruszył na bramkę gości. Po przebiegnięciu 30 metrów podał do Mili, który technicznym strzałem pokonał bezradnego Witkowskiego.
W odpowiedzi na bramkę Śląska groźnie uderzał Grzegorz Niciński, jednak Jackowi Banaszyńskiemu końcówkami palców udało się przenieść piłkę nad poprzeczką. Później gra się wyrównała. Arka starała się atakować, Śląsk mądrze się bronił i czekał na możliwość wyprowadzenia kontrataku.
Goście wyrównali już w doliczonym czasie gry. Z rzutu rożnego dośrodkował Marcin Wachowicz, podanie przedłużył Tomasz Sokołowski, a przy prawym słupku najwyżej do piłki wyskoczył Santos Silva Anderson, który strzałem głową z minimalnej odległości pokonał Banaszyńskiego.
Stracona bramka podcięła skrzydła gospodarzom, którzy na początku drugiej części gry całkowicie oddali inicjatywę Arce. Groźnie na bramkę Banaszyńskiego uderzali Krzysztof Przytuła i Niciński. Śląsk groźnie kontratakował i to właśnie po jednej z takich akcji wrocławianie strzelili bramkę.
Gol padł po serii kiksów wrocławskich zawodników. Do piłki przed polem karnym dopadł Dudek, ale nie trafił czysto w piłkę i ta poleciała do stojącego z boku Janusza Gancarczyka. Pomocnik Śląska uderzył, Witkowski zdołał jednak sparować piłkę, która odbiła się od nóg nadbiegającego Tomasza Szewczuka i wpadła do siatki.
Mimo doliczenia czterech minut do regulaminowego czasu gry wynik nie uległ już zmianie.
Po meczu powiedzieli:
trener Śląska Wrocław Ryszard Tarasiewicz: To było bardzo ciężkie spotkanie. Wiedzieliśmy, że Arka gra piłkę kombinacyjną i trudną. Dla nas najtrudniejsze było 15-20 minut drugiej połowy. Chciałem podziękować swoim zawodnikom, bo wszyscy zasłużyli na słowa uznania. Widać było, że dążyliśmy do tego zwycięstwa i szczęście nam sprzyjało.
Trener Arki Gdynia Czesław Michniewicz: Przegraliśmy bardzo ważne spotkanie. Moja drużyna pokazała ciekawą grę i stworzyliśmy sobie sporo sytuacji, szkoda, że nie udało nam się ich wykorzystać. Wiedzieliśmy, że mocną stroną Śląska są stałe fragmenty gry i staraliśmy się ich unikać. Przez pierwsze 15-20 minut drugiej połowy mogliśmy strzelić drugą bramkę. Nie udało się, a Śląsk w tym czasie odzyskał równowagę.