Jagiellonia - Śląsk 2:2. Pechowy remis Jagi

Tomasz Piekarski
2008-10-03, ostatnia aktualizacja 2008-10-03 21:18

Piłkarze Jagiellonii stworzyli sobie w piątek tyle sytuacji strzeleckich ile nie mieli we wszystkich siedmiu wcześniejszych spotkaniach. Białostoczanie wykorzystali dwie z nich, a to wystarczyło tylko do wywalczenia punktu ze Śląskiem Wrocław. Niestety nie popisał się sędzia pojedynku Adam Kajzer, który podjął sporo kontrowersyjnych decyzji


Fot. Marcin Onufryjuk / AG


Spotkanie w Białymstoku jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego wzbudzało emocję. Na ławce trenerskiej Śląska zasiadają bowiem teraz Ryszard Tarasiewicz i Waldemar Tęsiorowski, którzy jeszcze niedawno próbowali wprowadzić Jagę do ekstraklasy. Ponadto w podstawowym składzie wrocławskiego klubu wybiegło wczoraj na boisko dwóch zawodników, którzy jeszcze wiosną grali w żółto-czerwonych barwach - Jacek Banaszyński oraz Remigiusz Sobociński. Pierwszy z nich tego meczu miło wspominać nie będzie. Nie dość, że kibice nie przyjęli go zbyt miło, to na jego konto trzeba zapisać gola zdobytego przez gospodarzy już w szóstej minucie. Bramkarz wybił piłkę wprost pod nogi Tomasa Pesira, ten zagrał ją do Pawła Zawistowskiego. Pomocnik, który podczas wcześniejszych spotkań spisywał się słabo, tym razem zagrał tak jak powinien. Uciekł pilnującemu go Piotrowi Celebanowi i wyprowadził miejscowych na prowadzenie. Niestety trzy minuty później był już remis. Aktywny od początku spotkania Janusz Gancarczyk wpadł w pole karne Jagiellonii, tam odepchnął go lekko Krzysztof Król. Szybki pomocnik Śląska wykorzystał to znakomicie, upadł na murawę, a arbiter spotkania podyktował kontrowersyjny rzut karny, który na bramkę zamienił Sebastian Mila.

Strata gola nie podłamała podopiecznych Michał Probierza, który od pierwszych minut desygnował do gry Pavola Stano i Dariusza Jareckiego. Przed spotkaniem występ obu zawodników stał pod znakiem zapytania, obaj jednak zagrali i byli wyróżniającymi się piłkarzami w składzie Jagi. Niestety Jarecki nie miał wczoraj najlepiej ustawionego celownika, gdyż w kilku sytuacjach powinien zachować się lepiej.

O ile białostoczanie starali się raz za razem konstruować swe akcje, to wrocławianie czyhali przede wszystkim na okazje do kontr. Niestety pomagali im w tym miejscowi, gdyż tak jak w poprzednich meczach zaliczali sporo strat przy wyprowadzaniu piłki. Na szczęście zazwyczaj na posterunku był Piotr Lech lub też wrocławianie po prostu pudłowali.

Gdy wydawało się, że zespoły zejdą na przerwę przy remisie zawodnicy Jagi przeprowadzili akcje, która zakończyła się golem. Stano zagrał piłkę na prawe skrzydło do Roberta Szczota, ten ograł Mariusza Pawelca i dograł futbolówkę do Pesira. Czech dostawił nogę, piłka odbiła się jeszcze od Celebana i wpadła obok bezradnego Banaszyńskiego.

Po zmianie stron więcej na boisku było radosnej gry niż przemyślanych akcji. Niestety w poczynaniach białostoczan brakowało pewnego wyrachowania. Prowadząc powinni bowiem grać trochę spokojniej, starać się dłużej utrzymywać przy piłce, a nie iść na wymianę ciosów. Tym bardziej, że wraz z kolejnymi minutami było widać, że zawodnicy Jagi opadają z sił. Mimo wszystko białostoczanie powinni mieć kolejną dobrą sytuację do zdobycia gola, a po raz kolejny jako negatywny bohater wystąpił Banaszyński. Bramkarz sfaulował w polu karnym Szczota, niestety sędzia spotkania Adam Kajzer nie wskazał na 11 metr, a ukarał żółtą kartką białostockiego pomocnika, co wprowadziło w prawdziwą furię trenera Probierza.

W końcówce meczu arbiter ponownie się nie popisał. Na środku boiska leżał kontuzjowany Igor Lewczuk, który rozpaczliwie machał rękoma domagając się przerwania gry. Tego jednak nie zrobili goście, co więcej trener Tarasiewicz pokrzykiwał na swych piłkarzy, aby grali. Tak więc wrocławianie przy biernej postawie gospodarzy doprowadzili do wyrównania, a na listę strzelców wpisał się Tomasz Szewczuk.

- W pierwszej połowie sędzia przerwał mecz, gdy zawodnik Śląska leżał na murawie, a teraz tego nie zrobił - mówił po meczu Zawistowski. - Niestety, po tym remisie jest niedosyt, gdyż zasłużyliśmy na trzy punkty.

Jagiellonia Białystok: Piotr Lech - Igor Lewczuk, Andrius Skerla, Thiago Rangel Cionek, Krzysztof Król (60. Łukasz Tumicz) - Robert Szczot (80. Marcin Pacan), Szymon Matuszek, Pavol Stano, Dariusz Jarecki (67. Mariusz Dzienis) - Paweł Zawistowski, Tomas Pesir.

Śląsk Wrocław: Jacek Banaszyński - Tadeusz Socha (85. Przemysław Łudziński), Piotr Celeban, Dariusz Sztylka, Mariusz Pawelec - Janusz Gancarczyk, Sebastian Dudek, Antoni Łukasiewicz (70. Krzysztof Ulatowski), Sebastian Mila - Remigiusz Sobociński (90. Wojciech Górski), Tomasz Szewczuk.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów