W przyszłym roku, gdy na Stadionie Śląskim zostanie rozegrany finał tegorocznej rywalizacji o Puchar Polski, minie 13 lat od momentu, gdy to trofeum po raz ostatni znalazło się w rękach śląskiej drużyny. Tym zespołem był właśnie Ruch, który w 1996 roku ograł w finale GKS Bełchatów 1:0.
- Teraz mamy podobny plan - uśmiechał się przed meczem w Opolu Mirosław Mosór, dyrektor klubu, który 12 lat temu odebrał cenne trofeum z rąk prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.
Targana problemami finansowymi Odra nie była w stanie zatrzymać chorzowskiej drużyny, która po raz trzeci z rzędu awansowała do ćwierćfinału PP. Rok i dwa lata temu na tym etapie rywalizacji niebiescy przegrywali z Groclinem Grodzisk Wielkopolski.
Teraz piłkarze Ruchu pocieszają się, że droga do półfinału jest otwarta, bowiem Groclinu - po przenosinach do Warszawy - już nie ma. - Znając nasze szczęście, pewnie teraz trafimy właśnie na Polonię Warszawa. Nie ma jednak co się bać - uśmiechał się Grzegorz Baran. - Chciałbym tylko, żebyśmy nie wylosowali już teraz Wisły Kraków - dodał Marcin Sobczak, który efektownym strzałem głową wyprowadził Ruch na prowadzenie.
Drugiego gola - z karnego podyktowanego za faul na Pavolu Balazu - strzelił Wojciech Grzyb. - Jednak między drużynami z ekstraklasy i pierwszej ligi jest duża różnica, i to było dziś widać. W końcówce mogliśmy strzelić jeszcze ze trzy gole - ocenił Marcin Nowacki. - Byłoby lepiej, ale to fatalne boisko - kręcił głową Baran.
Chorzowscy piłkarze schodzili do szatni wyluzowani i uśmiechnięci, jednak z małym wyjątkiem. Tym jedynym smutnym był Piotr Ćwielong, który po ostatnim gwizdku zrezygnowany padł na murawę. Chwilę wcześniej napastnik Ruchu zmarnował dwie doskonałe sytuacje. Za pierwszym razem przestrzelił z pięciu metrów, a bramkę miał już pustą! - Żal mi Piotrka. Bardzo chce, ale mu nie wychodzi. Jest twardy. Przełamie się! - mówił Baran, który długo pocieszał kolegę po końcowym gwizdku.
Dariusz Gęsior, menedżer Ruchu, widział już napastników, którzy mieli ten sam problem co Ćwielong. - Pamiętam jak zaciął się Jacek Dembiński. Nie trafiał z metra, nie trafiał z karnego, potem usiadł na ławce, a jak wrócił, to strzelał gola za golem. Problem siedzi w głowie. Piotrkowi pewnie staje przed oczami sto pomysłów na zakończenie akcji. Kombinuje, zamiast wybrać najprostsze rozwiązanie - podkreślał Gęsior. Takiego problemu nie ma Sobczak. - Piłka, decyzja, strzał. Jak najszybciej do siatki - uśmiechał się.
- Do tej pory problem z brakiem skuteczności Ćwielonga był trochę wykreowany. Sytuacje z końcówki meczu z Odrą były jednak tak klarowne, że teraz mamy już kłopot. Piotrek zagrał słabiej niż ostatnio z Lechem czy nawet z Piastem. Gdyby nie to, że w niedzielę nie będę mógł na niego postawić w meczu z Wisłą Kraków [zapis w kontrakcie - przyp. red.], dziś zostałby zmieniony - podsumował trener Bogusław Pietrzak.
Odra Opole - Ruch Chorzów 0:2 (0:1)
Bramki: Sobczak (15.), Grzyb (63. karny).
Odra: Feć - Orłowicz, Odrzywolski, Ganowicz Ż (78.Uchenna), Samba Ba Ż - Rogowski (61.Filipowicz), Copik Ż , Tracz (71. Filipe), Surowiak Ż , Piegzik Ż - Józefowicz Ż.
Ruch: Mioduszewski - Grzyb, Adamski, Grodzicki Ż , Nykiel (79. Kieruzel) - Nowacki Ż , Baran, Pulkowski, Balaz (71. Mizgajski) - Sobczak (64. Babiarz), Ćwielong Ż.
Sędziował: Piotr Pielak (Warszawa). Widzów: 3000.