Spotkanie rozegrane w Wodzisławiu było wyjątkowo nudne. Nie dość, że kibice nie zobaczyli żadnej bramki, to nawet akcji, po których gole mogły paść było niewiele.
Derby zapowiadały się ciekawie ze względu na rywalizację szkoleniowców śląskich zespołów. W 2000 roku Marek Wleciałowski rozpoczynał przygodę z trenerką jako asystent Bogusława Pietrzaka w Ruchu. - Nasze kontakty do dziś są bardzo dobre. Często wymieniamy się swoimi doświadczeniami i obserwacjami. Oczywiście, nie dotyczy to najbliższego meczu - żartował przed derbami Wleciałowski.
Co ciekawe, gdy półtora roku temu drużyny z Gliwic i Chorzowa rywalizowały ze sobą po raz ostatni, to ci sami szkoleniowcy pracowali dla... obecnego rywala. Wtedy ich pojedynek także zakończył się bezbramkowym remisem.
Faworytem spotkania wydawali się niebiescy, którzy zaledwie kilka dni wcześniej pokonali w wielkim stylu mocnego Lecha Poznań. Ruch nie jest jednak jeszcze tak mocny i stabilny, aby móc rozegrać kolejno dwa dobre mecze. - Ostatnie pół godziny w naszym wykonaniu to była katastrofa. Zamiast piłki nożnej był tenis. Piłka latała wysoko - martwił się Marcin Nowacki, rozgrywający Ruchu.
Z kolei gliwiczanie, najwyraźniej przestraszeni ostatnim wynikiem niebieskich, skupili się na defensywie. Taka taktyka poskutkowała tylko tym, że Piast nie stracił gola. - Samymi remisami w ekstraklasie się nie utrzymamy - zauważył Marcin Radzewicz, pomocnik Piasta.
Składy drużyn:
Piast Gliwice: Kasprzik - Kaszowski, Banaś, Glik, Michniewicz - Bojarski, Gamla (81. Koczon), Muszalik, Krzycki, Radzewicz, Folc (86. Prędota)
Ruch Chorzów: Pilarz - Grzyb, Grodzicki, Sadlok, Jakubowski - Nowacki (75. Nykiel), Scherfchen (83. Pulkowski), Baran, Brzyski (67. Sobczak) - Zając, Ćwielong