19. seria spotkań piłkarskiej Ekstraklasy była pod wieloma względami wyjątkowa. I nie mówię tutaj o sensacyjnych porażkach Wisły, Legii i Ruchu - o tych wydarzeniach powiedziano już wszystko. Czas na analizę wydarzeń, które miały mniejsze znaczenie dla układu tabeli.
Fot. Grzegorz Celejewski/AG
Piotr Piechniak, szczęśliwy strzelec bramki dla Odry
Fot. Piotr Skórnicki / AG
Sędzia Piotr Siedlecki
Fot. JarosŁaw Kubalski / AG
Inauguracja wiosny 2010: Korona - Jagiellonia (1:0). Kielczanie cieszą się po...
Dość wywodów na temat czołowej trójki. Problemy Legii i Wisły już śnią mi się nocami, wysoką formę Lecha i GKS dostrzegam, ale nie rozumiem dlaczego nie szanować jej równie mocno jak dyspozycję kielczan, o których nic się nie mówi. Nie wiem czy Maciej Skorża i Jan Urban mogą stracić pracę, ale zdaję sobie sprawę, że problem ten dotyka również Dariusza Fornalaka. Podoba mi się gra Kriwca, wiem jak mocno Białorusin wpływa na grę ofensywną Lecha, ale równie mocno przyklasnę Laizansowi, Suworowowi i Tshimambie. Słowem - Ekstraklasa ma szesnaście zespołów a nie trzy i Legia Warszawa jest równie fajna i interesująca co Odra Wodzisław, choć ostatnia niedziela pokazała, że nie zawsze...
Słowak w życiowej formie
Nie spodziewajcie się kolejnego dziennikarskiego panegiryku adresowanego Janowi Musze - nie tylko on broni słowackiej dumy w Ekstraklasie. Bramkarz Legii, który miał genialną rundę jesienną musi przez moment ustąpić miejsca na piedestale chwały Pavolowi Stano. 33-letni stoper przechodzi ostatnimi czasy samego siebie. W tym momencie nie jestem w stanie przypomnieć sobie równie efektownej serii piłkarza grającego na pozycji ostatniego obrońcy. Trzy gole w ostatnich trzech meczach robią wrażenie. Co ciekawe wszystkie z tych trzech bramek to trafienia zwycięskie, dlatego Stano staje się najważniejszą postacią ekipy z Kielc. - Żałuję, że przed Koroną grałem w Polsce tylko w dwóch klubach. Bo o kolejne bramki mógłbym być spokojny - śmiał się po meczu z Polonią Bytom wyluzowany do granic możliwości Pavol Stano.
Postawa piłkarzy Jagiellonii w meczach wyjazdowych pozostawała do soboty jedną z największych tajemnic na świecie. Kiedy w 16. kolejce białostoczanie zremisowali na Bogumińskiej z Odrą 2:2, przejął mnie lęk, że mogę nie dożyć dnia kiedy stylizujący się na Pepa Guardiolę Michał Probierz, wzniesie ręce w geście triumfu na podwórku rywala. Na szczęście Jaga potrafiła wykorzystać słabą grę Śląska Wrocław. Piłkarzom z Białegostoku udało się dokonać rzeczy na pozór niemożliwej (dla nich oczywiście) - dwukrotnie trafić do siatki rywala. W poprzednich 32 meczach, w których nie udało się zwyciężyć, drużyna Jagi tylko trzykrotnie strzelała więcej niż jednego gola! Nic więc dziwnego, że musieli czekać ponad dwa lata na autobusową bibę w drodze powrotnej do Białegostoku.
Transferowy przełom. Do ligi trafiają już tylko zdolni cudzoziemcy?
W tej kwestii tylko jedno jest pewne: najlepszy transferowy interes zimy zrobił Lech. Sergiej Kriwiec to piłkarz nietuzinkowy. Jeśli na tak fatalnej murawie, na której łatwiej złamać nogę niż prosto kopnąć piłkę, piłkarz bez najmniejszych problemów, z dużą dozą luzu potrafi raczyć 11-tysięczną publiczność dryblingiem i sztuczkami technicznymi, to co jest na rzeczy. Kriwiec dołącza więc do Manuela Arboledy i Semira Stilicia, tworząc niesamowicie efektowne trio zagranicznych piłkarzy, którego pozazdrościć mogą wszystkie inne czołowe drużyny Ekstraklasy. Dodatkowo Białorusin oddala negatywne, choć niezwykle barwne wspomnienia, o takich poznańskich "asach" jak: Derby Mankina, George Mbwando, Elasto Lungu, Tobi Bleriot Heuyot, Dondu Avaa, Mike Mouzie, Jimmy Conrad, Justin Chidi Nnorom, Matias Ezequiel Favano Otermin, Ebrahima Ibou Sawaneh - oj, można wymieniać prawie w nieskończoność...
Nie tylko Kriwiec wyróżnił się w ostatniej serii spotkań. Warto zaznaczyć, że aż czterech piłkarzy z zagranicy - ściągniętych w zimie do Polski - strzelało gole. Rozpoczął Joel Tshibamba, zakończył Olegs Laizans, a w międzyczasie do siatki rywala trafił Alexandru Suworow. Czy zatem doczekaliśmy się czasów, gdzie działacze zaczęli ściągać do polskich klubów wyłącznie zdolnych cudzoziemców? Czas pokaże...
Tyle błędów w jeden wieczór... Nie jestem wielkim fanem oczerniania polskich arbitrów. Uważam, że większość z nich prezentuje wysoki poziom sędziowania, a Pan Piotr Siedlecki zalicza się do grona najlepszych. Niestety czasem przychodzi słabszy dzień, a boisko staje się teatrem jednego aktora - sędziego, który popełnia błąd za błędem, wypaczającego wynik. Atmosfera w zespole, który nie wygrał w dziewiątym kolejnym spotkaniu z pewnością nie jest najlepsza.
"Dziady, a nie liderzy" grzmiał w poniedziałek jeden z tabloidów. Nie warto skupiać się na drużynie Legii, lecz należy pochwalić zawodników Odry. Piłkarze Brosza wyszli na murawę bez kompleksów, poza tym mieli w składzie prawdziwego kata warszawian - Piotra Piechniaka. Były piłkarz Grodziska powtórzył wyczyn z 23 sierpnia 2008 roku, kiedy jako jedyny na boisku potrafił strzelić gola i przechylić szalę zwycięstwa na stronę wodzisławian. Trudno wyobrazić sobie jeszcze lepszego, większego "kopa" dla broniącej się przed spadkiem ekipy znad Odry.
Łopata to za mało. Na boisko wjechał pług, który spokojnie mógłby ścigać się z Marcinem Zającem. Stąd bardzo szybko odśnieżona boczna linia boiska - pisaliśmy w sobotniej relacji. Zobaczcie jak z zimą zmagali się piłkarze i organizatorzy meczów.
Belkot typowy dla poprawnosciowych wymozdzkow. Sedziowie polscy to dno, debile i cwaniacy. Im wlasnie te chore przepisy pozwalaja wypaczac ku czyjejs korzysci wyniki meczow. Regularnie. To »