Strajk w Bytomiu

Wojciech Todur
2009-01-07, ostatnia aktualizacja 2009-01-07 16:38

Zamiast biegać po parku i przerzucać kilogramy na siłowni, zawodnicy spędzili dwie godziny w szatni. Poszło przede wszystkim o pieniądze. - Nie chcieliśmy iść na noże, ale tak wyszło. Nie jest wesoło - komentował obrońca Tomasz Owczarek

Marek Motyka
Fot. Marcin Tomalka / AG
Marek Motyka
SERWISY
Polonia Bytom: Moja druga żona »

Nic nie wskazywało na to, że na stadionie przy ul. Olimpijskiej zacznie się odmieniać na wszystkie możliwe sposoby słowo "strajk". Krótko po godz. 9 pod klubowy budynek zaczęły podjeżdżać samochody piłkarzy. Trener Marek Motyka nie krył radości. - Co ty tutaj robisz? - szkoleniowiec aż krzyknął na widok Michala Peskovicia, bramkarza, który jest przymierzany do GKS-u Bełchatów. - To co, mam wyjść? - żartował Słowak. Po chwili zabrzmiał kolejny okrzyk. - "Misiu", jesteś! Już mi lżej - śmiał się Motyka, gdy w klubowym korytarzu pojawił się Marcin Komorowski, który ma podobno trafić do Górnika Zabrze.

Zgodnie z planem piłkarze mieli spotkać się około godz. 10, a kilkanaście minut później rozpocząć pierwsze zajęcia. Trener planował przebieżkę po parku i ćwiczenia na siłowni. Mijały minuty, a zawodnicy wciąż nie wychodzili z szatni. Minuty w końcu zamieniły się w godziny. Zawodnicy najwyraźniej zgłodnieli, bo Komorowski został wysłany do sklepu po banany i słodkie rogaliki. - Czyli wiadomo, że strajku głodowego nie będzie - komentowali kibice, którzy też czekali na piłkarzy.

Sytuację starał się ratować Marek Pieniążek, dyrektor Polonii ds. marketingu. - Jaki strajk? Może po prostu zespół zmienił plany z powodu mrozu? - pytał, ale chyba nie dowierzał w to, co mówi.

Dietmar Brehmer, asystent trenera Motyki, już wiedział, że trening nie odbędzie się zgodnie z planem, więc pobiegł na boisko treningowe, by sprawdzić, czy tam uda się przeprowadzić skrócone zajęcia. Na próżno. Krótko po godz. 12 zawodnicy pożegnali się, wsiedli do samochodów i odjechali do domów.

Motyka był bardzo zawiedziony. - Nie spodziewałem się tego - kiwał głową. - Żadnych komentarzy - bronił się trener znany z tego, że o swojej pracy może rozmawiać godzinami. Piłkarze też nie byli wylewni. W prywatnych rozmowach przyznawali jednak, że chodzi o pieniądze, a właściwie o ich brak.

Tomasz Owczarek, obrońca bytomskiej drużyny: - Nie chcieliśmy iść na noże, ale tak wyszło. No, nie jest wesoło. Nie ukrywamy, że kwestie finansowe też są ważne. Liczyliśmy na spotkanie z działaczami, ale nie udało nam się porozmawiać. Chcemy od nich usłyszeć, jakie mają pomysły na Polonię.

Owczarek wyjaśnił, że w środę rano zespół znowu będzie czekał na działaczy. - Po tym spotkaniu będziemy mądrzejsi. Wtedy też podejmiemy decyzję, co dalej - mówił.

Damian Bartyla, prezes Polonii, nie odbierał wczoraj naszych telefonów. Dyrektor klubu Cezariusz Zając przyznał, że Polonia ma miesięczny poślizg w wypłatach dla piłkarzy. - To jednak ich nie usprawiedliwia. Będziemy z nimi rozmawiać w środę. Nie można wykluczyć kar wobec piłkarzy - zapowiedział Zając.

O tym, że piłkarze Polonii czekają na rozmowy z działaczami (szczególnie ci przymierzani do innych klubów), można było się przekonać, jeszcze zanim podjęli decyzję o strajku.

Pesković: - Za pół roku kończy mi się kontrakt, ale to przecież nie oznacza, że na pewno odejdę. Chcę rozmawiać. Odpoczynek był miły, znalazłem nawet czas, żeby pojeździć na nartach. Już jednak stęskniłem się za piłką.

Grzegorz Podstawek: - Czekam na ruch działaczy. Wszystko powinno się wyjaśnić w najbliższych dniach. Chciałbym zostać.

Mariusz Przybylski: - Nie wiem, co się wydarzy jutro. Rozmowy w sprawie mojego przejścia do Górnika Zabrze podobno trwają. Mówiło się też o Legii, Cracovii, ale proszę mi wierzyć - to dzieje się poza mną.

W podobnej sytuacji są piłkarze, którzy mają pożegnać się z klubem, czyli Radoslav Kral i Hubert Robaszek. Z nowych twarzy na pierwszych zajęciach pojawili się Wojciech Mróz i Mariusz Mężyk, którzy wracają z wypożyczenia do Sandecji Nowy Sącz.

- W piątek wyjeżdżamy na obóz do Gutowa. Wtedy chciałbym już wiedzieć, na czym stoję [w gronie ewentualnych wzmocnień wymienia się Senegalczyka Pape Samba Ba - przyp. red.]. Jesień była w naszym wykonaniu zupełnie dobra, ale musimy uważać, żeby wiosna nie stała się przeklęta. Z niepokojem obserwuję, jak wzmacniają się drużyny, które mamy za plecami - podkreślał Motyka. - Nie jesteśmy tak bogaci jak inne kluby, ale proszę pamiętać, że znajdujemy się w przededniu powołania do życia sportowej spółki akcyjnej. Ktoś w końcu złapie za te lejce i pojedziemy do przodu - mówił trener. Dodajmy, że do klubu nie dotarł Walerij Sokolenko. Ukrainiec świętował prawosławną Wigilię.

  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów