Marcin Fejkiel: Spodziewał się Pan, że Legia zagra przeciwko Wam aż tak słabo?
Dariusz Dudek, drugi trener Odry: Bardziej spodziewałem się tego, że Odra zagra tak dobry mecz. Byliśmy skupieni przede wszystkim na sobie, aczkolwiek Legia niczym nas nie zaskoczyła. Prawidłowo wykonaliśmy założenia taktyczne i pewnie przez to warszawianom nie było łatwo.
Może Pan zdradzić te założenia?
- Staraliśmy się wyłączyć w środku pola Iwańskiego, który kreuje ich grę. Przez to, że zneutralizowaliśmy większość podań kierowanych przez niego na boki do szybkiego Szałachowskiego czy Radovicia, gra Legii zupełnie się nie kleiła. Odcięliśmy też od podań Grzelaka oraz Mięciela, którzy musieli daleko cofać się po piłkę.
Co mówiliście zawodnikom w przerwie meczu?
- Żeby wyszli na drugą połowę tak, jakby utrzymywał się bezbramkowy remis. I nie było tak, że nakazaliśmy im bronić za wszelką cenę wyniku. Oczywiście, ktoś może uznać, że Legia miała potem optyczną przewagę, ale nic z niej nie wynikało. To my wyszliśmy z kilkoma groźnymi kontrami.
Możecie chyba tylko żałować, że nie ograliście Legii wyżej.
- Nie wybrzydzajmy! Budujące jest to, że mieliśmy kilka stuprocentowych sytuacji. Ważne, że wypracowujemy coraz bardziej wyrazisty styl gry, a piłkarze realizują to, co im nakreślamy.
Co jest jeszcze do poprawy?
- To zupełnie nowy zespół, więc braków jest jeszcze trochę. Nie chcę ułatwiać zadania naszym kolejnym rywalom, więc bez szczegółów. No dobra, powiem tylko, że mamy na tyle klasowych piłkarzy, by robić znacznie większy pożytek ze stałych fragmentów gry.
Kibice nie szczędzą krytyki lewemu obrońcy Filipowi Luksikowi.
- Może pierwsza połowa rzeczywiście nie wyglądała w jego wykonaniu super, ale w drugiej było przyzwoicie. Ciężko było go dogonić. Zgodzę się z opinią, że im dalej od bramki, tym Filip czuje się lepiej. Ale on wcześniej grał w pomocy. Dostrzegamy jednak w tym chłopaku potencjał i dlatego obdarzyliśmy go zaufaniem.
Bez Arkadiusza Onyszki nie byłoby czterech punktów wiosną?
- Te dwa mecze pokazały, że jest bramkarzem o ponadprzeciętnych umiejętnościach. To prawdziwy przywódca. Wiedzieliśmy, kogo pozyskujemy.
Skąd ta przemiana w porównaniu z kiepskim meczem na inaugurację?
- To proste. Mieliśmy tydzień więcej czasu na przygotowanie, zgranie i przyswojenie planu taktycznego. Metamorfoza to jeszcze nie była, ale widać było zdecydowanie większą wiarę i konsekwencję w naszych poczynaniach. Czas będzie pracował na naszą korzyść. Jest przełom, ale o pełnej stabilizacji i komforcie możemy wciąż marzyć.