Po dwutygodniowej przerwie do zmagań w ekstraklasie wrócili piłkarze Jagiellonii. Podczas odpoczynku od spotkań ligowych białostoczanie dość dobrze spisywali się w rozgrywkach Pucharu Polski oraz Ekstraklasy. Dlatego też podstawowe pytanie przed meczem w Wodzisławiu Śląskim brzmiało: czy żółto-czerwoni dobre występy w pucharach zdołają przełożyć na ligę. Tym bardziej że z zespołem na mecz z powodu kontuzji nie pojechał jeden z najlepszych piłkarzy w ostatnich pojedynkach Dariusz Jarecki. Niestety, pierwsza część konfrontacji z Odrą pokazała, że spotkania pucharowe a ligowe to dwa różne światy.
Podopieczni Michała Probierza wyszli na boisko, jakby przestraszyli się rywala, który do ligowych mocarzy nie należy. Białostoczanie w zasadzie tylko asystowali na boisku, a gospodarze starali się rozgrywać akcję. Na szczęście zawodnicy Odry też nie mieli jakiegoś wielkiego pomysłu na swą grę. Co prawda w pierwszych minutach wykonywali osiem rzutów rożnych, ale to nie przekładało się na poważne zagrożenie pod bramką Piotra Lecha. Było tak do momentu, aż żółto-czerwoni sami sprokurowali sytuację, po której gola strzelili rywale. Z boku pola karnego pośliznął się Cionek, piłkę zabrał mu Daniel Rygiel i zagrał ją w pole karne. Tam przy dość biernej postawie białostoczan futbolówkę do siatki skierował Maciej Małkowski.
- Popełniliśmy indywidualny błąd i straciliśmy gola, ale po jednym błędzie nie mam zamiaru skreślać piłkarza - mówi Probierz, który jednak niecałe dziesięć minut później zdjął z boiska Cionka.
To była już kolejna sytuacja, kiedy to szkoleniowiec po jednym błędzie, po którym zespół traci gola, zdejmuje od razu z boiska winowajcę. Identycznie było w starciu w Pucharze Ekstraklasy z Legią Warszawa, gdy bramkę zawalił Łukasz Grzybowski i szybko musiał zejść z murawy.
Po stracie gola białostoczanie wcale nie ruszyli do jakiegoś odrabiania strat. Nadal przyglądali się poczynaniom rywali, na szczęście gospodarze dobrze spisywali się tylko do momentu, gdy trzeba było oddać strzał na bramkę. Wtedy to bowiem zazwyczaj niemiłosiernie pudłowali bądź ich uderzenia bronił Lech. Mimo wszystko to podopieczni Janusza Białka zasłużyli na bramkę, ale ją stracili. Z rzutu rożnego Robert Szczot podał piłkę do Pawła Zawistowskiego, a ten dośrodkował ją w pole karne. Do niej najwyżej wyskoczył Pavol Stano, który uderzeniem głową doprowadził do wyrównania. Słowak w końcu udowodnił, że nie tylko dobrze potrafi się odnaleźć pod bramką rywali, co czynił już we wcześniejszych meczach, ale też wykończyć akcję.
Po zmianie stron ton grze ponownie nadawali zawodnicy Odry. Jednak po tym, co wyrabiali pod bramką białostoczan, trener Białek mógł tylko łapać się za głowę. Maciej Korzym zamiast uderzyć jak najdokładniej, to posłał piłkę jak najwyżej, potem to samo uczynił też Arkadiusz Aleksander. Z kolei po strzałach Gierczaka piłka nie leciała może zbyt wysoko, ale również mijała bramkę białostoczan.
- Jak na własnym stadionie nie potrafimy wykorzystać takich sytuacji, to ciężko mówić o wygraniu meczu - mówi obrońca Odry Robert Kłos.
Co prawda białostoczanie też kilka razy zbliżyli się pod pole karne rywali. Niestety, ani Tomas Pesir, ani Łukasz Tumicz nie potrafili pokonać Adama Stachowiaka.
- Nie takie drużyny jak my traciły tutaj punkty, a więc nie ma tragedii - podsumowuje białostocki obrońca Igor Lewczuk. - Z tego remisu możemy być zadowoleni, bo to rywale mieli więcej sytuacji do zdobycia gola.
Po meczu powiedzieli:
trener Jagiellonii Michał Probierz: Przez pierwsze 20 minut spotkania zastanawiałem się, po co zawodnicy wyszli na boisko. Niestety, popełniliśmy do tego jeszcze indywidualny błąd i straciliśmy gola. Ostatecznie udało nam się jednak zremisować i wywieźć cenny punkt z trudnego terenu.
trener Odry Janusz Białek: Jestem zadowolony z przebiegu meczu i postawy moich piłkarzy na boisku. W ostatnich spotkaniach nie wszystko bowiem nam wychodziło, tak jak chcieliśmy. Niestety, dzisiaj też zabrakło tego najważniejszego, czyli skuteczności. Gdybyśmy mieli więcej szczęścia, wygralibyśmy z Jagiellonią.
Odra Wodzisław: Adam Stachowiak - Robert Kłos, Jacek Kowalczyk, Marcin Dymkowski, Sławomir Szary - Daniel Rygel (69. Bartosz Hinc), Jacek Kuranty, Piotr Gierczak, Maciej Małkowski - Arkadiusz Aleksander (64. Tomasz Moskal), Maciej Korzym (89. Dariusz Dudek).
Jagiellonia Białystok: Piotr Lech - Igor Lewczuk, Andrius Skerla, Thiago Rangel Cionek (26. Damir Kojasević), Krzysztof Król - Jacek Falkowski (68. Łukasz Tumicz), Pavol Stano, Szymon Matuszek (85. Dariusz Łatka), Robert Szczot - Paweł Zawistowski, Tomas Pesir.