ŁKS nie chce pomocy?

jw
2008-10-29, ostatnia aktualizacja 2008-10-29 10:23

Jeżeli ŁKS SSA do piątku nie złoży wniosku o przekazanie mu dotacji z urzędu miasta, straci 400 tys. zł.

Stadion miejski przy al. Unii
Fot. Małgorzata Kujawka / AG Fot. Małgorzata Kujawka / AG
Stadion miejski przy al. Unii
Spółka ŁKS SSA, w której 49 proc. udziałów ma Daniel Goszczyński, przynajmniej od dwóch lat boryka się z problemami finansowymi. Piłkarska drużyna musi liczyć wyłącznie na pieniądze właściciela, mniejszych sponsorów i przede wszystkim wpływów z Canal +.

Co roku mogła też liczyć na pomoc od władz miasta. W 2008 roku radni dali ŁKS 400 tys. zł za promocję Łodzi poprzez sport. Tyle samo dostał Widzew, który jeszcze wtedy grał w ekstraklasie. Mniejsze sumy dostali Budowlani, koszykarze i koszykarki z al. Unii. Warunkiem wzięcia pieniędzy było przystąpienie do procedury przetargowej. Żeby tak się stało, należało m.in. przedstawić zaświadczenia o braku zadłużenia w urzędzie skarbowym i ZUS.

Do dziś pieniędzy nie odebrała tylko spółka piłkarska ŁKS. Najpierw na przeszkodzie stanęły nieporozumienia między współwłaścicielami - Danielem Goszczyńskim i Algimantasem Breikstasem. W ich wyniku zmieniono prezesa zarządu, zaskarżano decyzje. Klub był coraz biedniejszy, a 400 tys. zł leżało na koncie UMŁ.

W międzyczasie urząd skarbowy zablokował pieniądze, lecz po kilku dniach się wycofał. Dlaczego więc dotacja wciąż nie została wzięta? - Ponieważ nikt formalnie o nią nie poprosił - mówi informator "Gazety" z magistratu. - Trzeba przedstawić odpowiednie dokumenty, a ŁKS tego dotychczas nie zrobił.

Tymczasem 24 października do wydziału sportu UMŁ dotarło kolejne pismo z urzędu skarbowego, nakazujące zablokowanie 400 tys. zł. Według naszego rozmówcy, sportowa spółka jest teraz winna skarbówce 463 tys. zł za sierpień.

Bez kolejnej ugody z urzędem skarbowym oraz podpisania nowego porozumienia z MOSiR o spłacie zaległości za korzystanie ze stadionu miasto nie przekaże dotacji za promocję. - Zostało zaledwie kilka dni, by uruchomić procedurę przetargową - mówią urzędnicy. Jeżeli tak się nie stanie, pieniądze przepadną. Wrócą do miejskiej kasy, bo bez wypełnienia procedur przez ŁKS nie wolno ich też przelać na konto wierzycieli klubu.

W ŁKS nie chcą komentować tej sytuacji. - Nie mam nic do powiedzenia - ucina Marek Madej, rzecznik prasowy.

  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów