Wiceprezydent Łodzi: To ostatnia szansa dla ŁKS

Rozmawiał Jerzy Walczyk
2008-10-16, ostatnia aktualizacja 2008-10-16 16:16

- Trzeba wykorzystać szansę, jaka się nadarza, i sprzedać spółkę komuś innemu, tym bardziej że jeszcze jest ktoś tym zainteresowany - uważa Jarosław Wojcieszek, wiceprezydent Łodzi. Chodzi o jednego z najbogatszych łodzian Tomasza Morawskiego

7. kolejka. ŁKS Łódź - Lech Poznań 0:3
Fot. Ma3gorzata Kujawka / AG???????
7. kolejka. ŁKS Łódź - Lech Poznań 0:3
Przy al. Unii cały czas słychać, że to miasto niszczy ŁKS. Czuje się pan grabarzem stuletniego klubu?
Jarosław Wojcieszek: Ja tylko widzę, że sytuacja w ŁKS jest chora. Te same osoby, które mówią, że to miasto niszczy klub, uważają też, że w ŁKS panuje porządek, a władze miasta psują to sielskie życie. To oczywiście totalna bzdura. Dzięki temu, że m.in. ja mówię głośno o kłopotach stulatka, być może wkrótce w klubie nastąpią radykalne zmiany.

Jakie ma pan zarzuty do właścicieli ŁKS SSA?
- Ta tragiczna sytuacja to nie kwestia ostatniego roku czy choćby dwóch lat. To efekt długoletniej złej działalności właścicieli, którzy nie mają żadnego planu długofalowego. Nie tylko nie wiedzą, jak będzie wyglądał klub w czerwcu 2009 r., ale nie potrafią też zadbać o bieżące interesy spółki. Najlepszym przykładem jest nieodebranie dotacji miejskiej przeznaczonej na promocję miasta przez sport. To 400 tys. zł. Nikt nie zgłosił się po pieniądze. W efekcie zajął je urząd skarbowy, któremu klub zalega prawie pół miliona zł. Działacze ŁKS SSA nie podpisali też z miastem ugody na spłatę zadłużenia, które latem tego roku było w miarę niskie. Ostatnio pojawiła się więc firma windykacyjna z Tarnowskich Gór, która złożyła ofertę odkupienia długów klubu z al. Unii.

Sprzeda pan to zadłużenie?
- Nie wiem, jak postąpić. To ostatnia deska ratunku dla miasta, żeby mógł odzyskać dług. Nie ma możliwości, aby go umorzyć. Ale chcę spotkać się z działaczami, aby wspólnie znaleźć wyjście z tej sytuacji. Wiadomo, że jeśli sprzedamy dług jakiejś firmie, to ona bez sentymentów będzie dochodziła swoich należności. Myślę, że ratunkiem dla spółki będzie przyjęcie propozycji przejęcia wszystkich udziałów od jednego z najbogatszych łodzian.

To Tomasz Morawski, współwłaściciel sieci restauracji Sphinx?
- Zgadza się. Chodzi o niego. W czwartek spotkam się ze Szczepanem Miłoszem, prezesem ŁKS SSA, aby porozmawiać o najbliższej przyszłości klubu. Liczę na jasną deklarację. Chcę się dowiedzieć, czy aktualny właściciel [Daniel Goszczyński - przyp. red.] nadal będzie udawał, że kieruje klubem, czy chce z honorem odejść. Odnoszę wrażenie, że szefowie ŁKS bardziej myślą o wyprzedaży najlepszych graczy niż o stałej progresji spółki. Nie można żyć z dnia na dzień. A na pewno nikt nie znajdzie człowieka, który będzie charytatywnie wspierał klub. Najlepszym przykładem jest litewski biznesmen Algimantas Breikstas, który szybko się przekonał, że jego rola ma polegać tylko na przekazywaniu pieniędzy. I dlatego zrezygnował z dalszego finansowania drużyny. Mam plan, aby w piątek doprowadzić do spotkania pana Morawskiego z dotychczasowym właścicielem spółki. Nie wiem jednak, czy do niego dojdzie. Na pewno jednak akcję ratunkową trzeba rozpocząć jak najszybciej, aby stuletni klub nie zniknął ze sportowej mapy Łodzi.

Sprawa jest więc jasna - albo Daniel Goszczyński odsprzeda udziały, albo klub upadnie?
- Nie ma innej opcji. Wszyscy przecież widzą, że ŁKS już upada. I nie można mówić, że stoi prosto i ma się dobrze. I jeszcze jedno - miasto nie ma prawnych instrumentów, aby kogoś zmusić do sprzedaży akcji. W ramach swoich możliwości może jednak znaleźć inwestora, który uratuje klub.

A jeżeli Goszczyński odmówi?
- Niech to jasno powie. Urząd skarbowy wchodzi na wierzytelności spółki, do drzwi której wkrótce zapuka komornik albo firma windykacyjna. Wtedy będzie bez wyjścia.

A miasto ma sobie coś do zarzucenia? Przecież stadion to ruina, a przez budowę hali klub został bez boisk treningowych.
- Mogę zagwarantować, że nowy stadion powstanie. Szukamy inwestora, który będzie chciał wybudować nowy obiekt, a przy okazji będzie miał pomysł, jak znaleźć pieniądze na jego utrzymanie. Co do boisk treningowych, to ŁKS bezpłatnie korzysta z tych na terenie Energetyka. I w każdej chwili możemy przekazać je klubowi. Należy jednak pamiętać, że utrzymanie tego obiektu też kosztuje. I z tego, co wiem, ŁKS nie jest zainteresowany przejęciem boisk Energetyka.

A co będzie z ŁKS, jeśli spełni się czarny scenariusz?
- Nie chcę patrzeć, jak klub tonie. ŁKS to sto lat tradycji, dlatego staram się znaleźć sposób, by go uratować. A beztroska działaczy mnie osłabia. Może sami mają jakiś plan ratunku i wszyscy się zdziwimy? Ale jakoś w to nie wierzę. Uważam, że trzeba wykorzystać szansę, jaka się nadarza, i sprzedać spółkę komuś innemu, tym bardziej że jeszcze jest ktoś tym zainteresowany. I myślę, że panem Morawskim bardziej kieruje sentyment do ŁKS niż zdrowy rozsądek. I to należy wykorzystać.

  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów