Funkcjonariusze wizytowali obiekt przed spotkaniem, a w jego trakcie przyglądali się pracy organizatorów meczu. Z oficjalnym serwisowem internetowym Lechia.pl rozmawiał z jeden z funkcjonariuszy - Graeme Beacall, na co dzień na Wyspach uczestniczący w zabezpieczeniami meczów.
Czy to wasza pierwsza wizyta w Polsce?
W Polsce jesteśmy pierwszy raz. Również po raz pierwszy oglądamy mecz Ekstraklasy.
Jaki jest cel waszego przyjazdu?
Przyjechaliśmy na wymianę funkcjonariuszy. Poznajemy kuluary funkcjonowania policji w Gdańsku - codzienne zdarzenia, ale również takie logistyczne przedsięwzięcia jak organizacja meczu Ekstraklasy.
Z czym kojarzy się wam polski futbol?
Jerzy Dudek i Zbigniew Boniek, to nazwiska, które wryły nam się w pamięć. Kojarzymy również, że silne ośrodki piłkarskie to Kraków, Warszawa, Gdańsk i Poznań.
Jak wygląda problem najbardziej krewkich kibiców na wyspach. Czy faktycznie został rozwiązany?
Można powiedzieć, że tak. Na stadionach już prawie w ogóle nie ma incydentów. Sprzyja nam nowoczesna infrastruktura - odpowiednio zaprojektowane stadiony, monitoring, numerowane miejsca przypisane do konkretnych osób i prawo, które jest bezwzględnie egzekwowane.
Jak podoba się wam mecz?
Jesteśmy pod wrażeniem atmosfery na stadionie. To co kibice śpiewali na początku meczu ("My wierzymy... - dop. red.) bardzo przypominało nam "You'll never walk alone", które często mamy okazję słyszeć w Liverpoolu.
Przyglądaliście się pracy organizatorów. Czy możemy prosić o jakieś spostrzeżenia?
Możemy tylko pochwalić pracę służb ochrony i pracowników klubu, którzy podchodzą do swoich obowiązków bardzo profesjonalnie. Widać dobre zarządzanie, chociaż warunki pracy nie należą do najłatwiejszych. Na wyspach tego typu obiekty spotykane są w League One (odpowiednik polskiej nowej II ligi - dop. red.). Przy tylu kibicach trzeba się więc trochę napocić...