Buzała długo i cierpliwie pracował na zaufanie kibiców Lechii. Do Gdańska trafił latem 2006 roku. Pierwszy sezon podobnie jak Lechia, która w kiepskim stylu przegrała batalię o ekstraklasę, miał nieudany. Początek kolejnego także nie wróżył nic dobrego, Lechia dołowała, a kiedy na boisku pojawiał się Buzała, część kibiców zamiast pomóc zawodnikowi dopingiem, wyśmiewała jego zagrania. - Ostro mi się obrywało, ale niełatwo mnie zniechęcić, dlatego zacisnąłem zęby i tylko ostrzej trenowałem - wspomina Buzała.
Przełom nastąpił, kiedy trenem Lechii został Dariusz Kubicki. Buzała, którego grę wcześniej można było określić krótko "chaos", zaczął swoje nieprzeciętne umiejętności techniczne pożytkować dla dobre zespołu. Zaczął także strzelać gole, to właśnie jego dwa trafienia i kapitalna gra przyczyniły się do wyeliminowania przez II-ligowca Górnika Zabrze w Pucharze Polski. Buzała stopniowo awansował z rezerwowego, przez jokera wchodzącego na końcówki meczów, na kluczowego piłkarza. Taką funkcję pełni w ekstraklasie, w piątek zdobył w niej drugiego gola dla Lechii, ale najważniejszego, bo w derbach z Arką Gdynia. - I pomyśleć, że to dzięki mnie gra w Lechii - mówi trener Arki Czesław Michniewicz. - To nie żart, dwa lata temu Lechia złożyła mi ofertę pracy. Miałem inne plany, odmówiłem, ale poleciłem im Buzałę - tłumaczy Michniewicz, który pracował z piłkarzem w Lechu Poznań.
Urodzony 27 grudnia 1985 roku w Złotowie Buzała w Lechu też nie miał łatwego życia. Trzy razy bezskutecznie próbował przebić się do podstawowego składu "Kolejorza". Na początku rundy wiosennej sezonu 2005/06 strzelił kapitalnego gola w meczu z Amicą Wronki (kandydował do bramki sezonu), ale potem już nie trafił do siatki, a po zakończeniu rozgrywek doszło do połączenia obu wielkopolskich klubów i w nowym Lechu Franciszka Smudy dla Buzały zabrakło miejsca. - Nie żałuję, że nie ma mnie teraz w Lechu. Jestem zawodnikiem dobrej drużyny, która gra w ekstraklasie. Moi rówieśnicy, którzy zostali w Poznaniu, mogą teraz tylko pomarzyć o grze w lidze - mówi z przekonaniem Buzała.
W jego talent wierzy Michniewicz. - To krnąbrny chłopak, z charakterem. Zawsze walczy o swoje, na boisku nie odkłada głowy, mimo że jest niski [168 cm]. Pamiętam mecz ze zgrupowania w Turcji z Aalborgiem, Buzi zaraz po wejściu na boisko ruszył do beznadziejnej piłki i zderzył się z wielkim bramkarzem. Duńczyka znieśli z boiska na noszach, a Buzała wstał, otrzepał się i pobiegł dalej. Dobrze go wspominam, więc lżej mi trochę na sercu, kiedy pomyślę, że to on nas załatwił w piątek - tłumaczy Michniewicz.
- Sporo zawdzięczam trenerowi Michniewiczowi, ale w derbach nie ma mowy o żadnych sentymentach - mówi Buzała, który chce jednak jak najszybciej zapomnieć o meczu z Arką. - Fajnie było, kiedy przed północą wróciliśmy na stadion do Gdańska, a tam czekało na nas pół tysiąca kibiców z szampanami. Pofrunąłem kilka razy w powietrze, ale jestem cały i zdrowy i myślę już tylko o wtorkowym meczu w Pucharze Polski z Jagiellonią. Mam jeszcze wiele do zrobienia - dodaje Buzała.
Z forum kibiców Lechii Przyznaję, dwa lata temu jechałem na Buziego i zawsze jak się pojawiał na boisku, to zakrywałem twarz w dłoniach. Człowiek ma prawo do błędów, ale oceniam piłkarzy po grze, oni są zawodowcami i okres zgrania z drużyną nie może trwać cały sezon. Na nasze szczęście Buzi nie zraził się dogadywaniem kibiców i ciężką pracą oraz pełnym zaangażowaniem osiągnął wyższy poziom. Brawo dla Buziego za wytrwałość, oby tak dalej! Paweł Buzała to nasza duma i chwała
~~Kielas86
Taaaa, teraz to duma i chwała, a jeszcze dwa lata temu bekę z niego toczyło 90 proc. kibiców na meczu. Buzała, szacunek za to, że pomimo "sezonowców", czyli tych, co oceniają po paru nieudanych zagraniach, głowę nosiłeś wysoko i nie dałeś się wątpliwie obiektywnej krytyce. Rozwijaj się, rozwijaj, kadra to nie tylko marzenie.
~~Letosław