Lech szanuje rywala, ale się nie boi

Andrzej Grupa, Piotr Leśniowski, Poznań
2008-12-04, ostatnia aktualizacja 2008-12-04 14:28

Hiszpańskie kluby jeszcze nie wygrały z Lechem na jego stadionie. By liczyć się w walce o awans, poznaniacy muszą pokonać Deportivo La Coruna. Transmisja w TVP 2 o godz. 20.45. Na Sport.pl na żywo od 20.30.

Franciszek Smuda
Fot. Tomasz Kaminski / AG
Franciszek Smuda
Sytuacja Lecha nie jest łatwa - tylko dwie wygrane w dwóch ostatnich spotkaniach fazy grupowej Pucharu UEFA dadzą "Kolejorzowi" pewny awans do trzeciej rundy. Deportivo w tym sezonie pokonało choćby Real Madryt, a ligi hiszpańskiej do polskiej, w której Lech jest liderem, nie da się w ogóle porównać. Piłkarze Lecha zapowiadają jednak, że się Deportivo nie boją. - Myśleliśmy, że nasi grupowi przeciwnicy będą groźniejsi.

Tymczasem z Nancy nawiązaliśmy wyrównaną walkę, w drugiej połowie w Moskwie nie byliśmy gorsi od CSKA. Może trochę brakuje doświadczenia, stąd fakt, że nie dowieźliśmy wygranej z Nancy do końca. Ale jeżeli znów zagramy z zębem od początku do końca, to jest szans na wygraną - mówi kapitan Lecha Piotr Reiss. Wtóruje mu Sławomir Peszko. - Brak doświadczenia? Przecież gramy już dziewiąty mecz, więc nie powinniśmy się bać Deportivo. Trener Lecha Franciszek Smuda przyznaje, że po meczu w Moskwie jego piłkarze czują się pewniej. - Widzieli, że też mogą każdego piłkarza kiwnąć, strzelić. Wierzą we własne siły i umiejętności - tłumaczy Smuda.

Robert Lewandowski: Sukces najlepiej smakuje na zimno »

Ale trener zdaje sobie sprawę, że Hiszpanie przewyższają Lecha umiejętnościami. - Są niesamowicie zaawansowani technicznie, nikomu piłka nie odskakuje od nogi - mówi Smuda. - To taki styl, jaki prezentowała Hiszpania na mistrzostwach Europy. Budzi nasz szacunek. Ale wyjdziemy na Deportivo z podniesioną głową, będziemy walczyli - zapowiada Tomasz Bandrowski. Reprezentant Polski wskoczy dziś do składu dlatego, że w Lechu nie zagra kontuzjowany Dimitrije Injać, który ostatnio był w niezłej formie. Smuda narzeka jednak, że po jego piłkarzach widać już trudy sezonu, sam Grzegorz Wojtkowiak zagrał już od lata w 28 meczach, więcej niż... w jakimkolwiek całym sezonie do tej pory! - Już w Wodzisławiu widziałem to zmęczenie. Nie ma już w zespole siły, zdarzają się dłuższe przestoje, nogi nie mają tej szybkości. Ale tak to już jest, jak się ma 15-osobową kaderkę... - narzeka Smuda i dodaje: - Sporo czasu spędzamy teraz w podróży, w autobusie z podkurczonymi nogami i w samolocie. Kilka nieprzespanych nocy powoduje znużenie. Po tych dwóch najbliższych meczach będą więcej odpoczywać, niż trenować, tak by w Rotterdamie byli głodni piłki. Nie wiem, czy odpadniemy z pucharów, ale każdy mecz w nich jest ważny. Bo za pół roku Lech też musi być gotowy na grę w pucharach - mówi Smuda.

Vicuna: Lech atakuje, Deportivo się broni »

- Deportivo szybko wymienia podania i błyskawicznie przechodzi z defensywy do ofensywy - twierdzi Wojtkowiak. - Musimy uważać na Juana Valerona, to bardzo doświadczony zawodnik i potrafi niekonwencjonalnie zagrać - dodaje Sławomir Peszko. Lech, choć musi wygrać, rozpocznie mecz z jednym napastnikiem - Peruwiańczykiem Hernanem Rengifo. Robert Lewandowski wejdzie zapewne dopiero w drugiej połowie. Smuda jednak wścieka się na słowa, że gra tylko jednym napastnikiem. - My nigdy nie atakujemy samym Rengifo! Z nim grają Wilk, Stilić, Peszko czy Lewandowski, kto tam jest akurat na boisku. To jest nasz styl gry - mówi. Rengifo, który w czerwcu w meczu reprezentacji Peru z Hiszpanią strzelił pięknego gola Ikerowi Casillasowi, tuż przed Euro 2008, teraz nie ukrywa, że znów chce się pokazać tamtejszym menedżerom.

W Poznaniu czekają na Deportivo »

- Marzeniem chyba każdego piłkarza jest gra w Hiszpanii. Nie będę jednak grał indywidualnie - mówi Peruwiańczyk i dodaje: - Pewnie opuszczę Lecha, nie wiem, czy w przyszłym roku, czy jeszcze w następnym. Teraz ważne, byśmy szybko strzelili bramkę, jak z Austrią czy Nancy. Wtedy gra się dużo łatwiej. Lech dwukrotnie mierzył się z klubami hiszpańskimi.

W sezonie 1983/84 w Pucharze Mistrzów pokonał Athletic Bilbao 2:0 przy Bułgarskiej, marnując kilka innych świetnych okazji. W rewanżu przegrał 0:4. Pięć lat później poznaniacy zremisowali na Camp Nou z Barceloną 1:1, taki sam wynik był w rewanżu w Poznaniu - rzuty karne lepiej strzelali Katalończycy. - Wtedy gdy Lech wygrywał z Bilbao i remisował z Barceloną, też wydawało się, że to zespoły poza zasięgiem. Lech jednak na własnym boisku nie przegrywa z klubami hiszpańskimi i oby tak było i tym razem - mówi kapitan Lecha Piotr Reiss.



  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów