W meczu z Czechami nastąpiły narodziny nowego defensywnego pomocnika w kadrze. - Środkowego pomocnika - poprawia trener klubowy Franciszek Smuda, mając na myśli Rafała Murawskiego.
Szkoleniowiec Lecha nienawidzi bowiem określenia "defensywny". Szczególnie w odniesieniu do swojego podopiecznego. - Rafał jest graczem uniwersalnym. Nie tylko potrafi zrobić porządek z tyłu. Umie też doskonale spisywać się pod bramką przeciwnika - przyznaje Smuda. Kto oglądał mecz Kolejorza z Austrią Wiedeń, ten najlepiej wie, o co chodzi...
Z obserwacji meczu na Stadionie Śląskim wyłania się jeden wniosek - Murawski po raz pierwszy do reprezentacji przeniósł styl gry, z jakiego jest znany przy Bułgarskiej. Przeciwko Czechom harował niesamowicie w środku boiska. Jego i Tomasza Bandrowskiego Smuda często nazywa "pieskami, które jak dopadną przeciwnika, to już nie puszczą".
- Powiedziałem mu ostatnio, żeby zagrał w kadrze tak samo, jak w klubie. To powinno wystarczyć. Posłuchał mnie i efekty od razu widać - cieszy się trener Lecha, który tłumaczy: - U mnie jest zasada, że ten piłkarz, który ma piłkę przy nodze, jest szefem i rządzi. Chodziło jednak o to, żeby Rafał także w kadrze wychodził z takiego założenia. Teraz to rzeczywiście zrobił.