Napastnik z Pszczyny musiał czekać na swoją pierwszą ligową bramkę w barwach Górnika aż do ósmej kolejki.
Piotr Płatek: Górnik był o krok od pokonania Wisły. Zabrakło tylko siedem minut.
Przemysław Pitry: Szkoda, że nie utrzymaliśmy tego wyniku, zabrakło naprawdę niewiele. Te punkty były nam strasznie potrzebne. Z drugiej strony jest też radość, bo zdobyć punkt w meczu z mistrzem kraju to nie jest taka prosta sprawa.
Po letnich sparingach, w których nastrzelał Pan dziewięć goli, m.in. Panathinaikosowi, byłem gotów się zakładać, że w sezonie znajdzie się Pan w trójce najlepszych ligowych strzelców. A tu cisza...
- Sam nie wiem, jak to wytłumaczyć, że się zaciąłem. Na pewno trochę brakowało szczęścia, w meczu ze Śląskiem sędzia nie uznał mi prawidłowo zdobytego gola. Mam nadzieję, że od spotkania z Wisłą będzie już tylko lepiej. Mogłem strzelić jeszcze jedną bramkę, wtedy komplet punktów mielibyśmy zapewniony. Ale i tak jestem zadowolony.
Na czym polega siła Henryka Kasperczaka jako trenera?
- To specyficzny człowiek. On sam w sobie jest ikoną trenerską. Jest niesamowicie zaangażowany w to, co robi. Naprawdę wielki fachowiec.
Kasperczak odstawił psychologa. Czy to oznacza, że on sam jest znakomitym specjalistą w tych sprawach?
- To świetny trener i nikt inny nie jest tu potrzebny. Umie do nas dotrzeć, potrafi nam przekazać to, co uważa za istotne. Ma w sobie wewnętrzny spokój, umie zmotywować, nic nie mówiąc.
Lech, z którego Pan odszedł latem, awansował właśnie do fazy grupowej Pucharu UEFA. Nie żałuje Pan?
- Nie mam czego żałować. Taką podjąłem decyzję. A co do poznaniaków, to cieszę się, że walczą dalej w pucharowych rozgrywkach. Kibicuję chłopakom, z którymi się kumplowałem i trzymam za nich kciuki.