To wielki przełom. Do tej pory raczej niechętny polskim szkoleniowcom Leo Beenhakker po raz pierwszy w życiu zadzwonił wczoraj do Franciszka Smudy. Najpierw pochwalił Lecha Poznań za ofensywny styl gry, a potem zaproponował ściślejszą współpracę. I zapytał, czy nie będzie większego problemu, jeżeli do kadry na mecze ze Słowenią i San Marino powoła aż pięciu jego piłkarzy plus jednego rezerwowego.
- Polska kadra ma problem. Chętnie oddam Beenhakkerowi na zgrupowanie tylu piłkarzy, ilu potrzebuje - mówił w ubiegłym tygodniu w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego" Franciszek Smuda.
Beenhakker skwapliwie skorzystał z tej propozycji. Na rozpoczynający się w najbliższy poniedziałek obóz we Wronkach pojadą: napastnik Robert Lewandowski, pomocnicy Rafał Murawski i Tomasz Bandrowski, obrońcy Bartosz Bosacki i Grzegorz Wojtkowiak. Na listę oczekujących trafi pomocnik Sławomir Peszko. Znajdzie się tam wśród piłkarzy, którzy w każdej chwili mogą wskoczyć do zasadniczej kadry.
- Beenhakker chyba rzeczywiście musi być pod wrażeniem gry mojego Lecha, skoro do reprezentacji zabiera pół drużyny - mówi Smuda. Nie ukrywa on, że był zaskoczony telefonem od selekcjonera. - Przez dwa lata jakoś nie było okazji do rozmowy. To się czuło, że Leo Beenhakker jest uprzedzony do polskich trenerów. Cieszę się z tej nagłej przemiany - mówi Smuda.