Sotirović: Ze mną nie ma problemów

Rozmawiał Paweł Orpik
2011-02-28, ostatnia aktualizacja 2011-02-28 18:54

Przyjeżdżam do Jagiellonii grać najlepiej, jak potrafię. Nie będzie ze mną żadnych problemów.

Vuk Sotirović w meczu z Jagiellonią
Fot. Mieczysław Michalak / AG
Vuk Sotirović w meczu z Jagiellonią
Paweł Orpik: - Cieszysz się z tego, w jaki kończą się twoje kłopoty w Śląsku Wrocław?

Vuk Sotirović, napastnik Jagiellonii: - Nie chcę w ogóle rozmawiać o tym, co wydarzyło się ostatnio w Śląsku. Chciałbym usiąść z trenerem Lenczykiem i w obecności dziennikarzy wyjaśnić, co było. Nie ma sensu, bym ja mówił sobie, a on sobie. Nie miałem żadnego konfliktu z drużyną, tylko trener robił wokół mnie bałagan. Zapominam o tym, chociaż niesprawiedliwie zostałem odsunięty od Śląska. Skończyło się to bardzo dobrze dla mnie. Przejście do Jagiellonii to dla mnie druga szansa, takie wynagrodzenie za to, co przeżyłem. Liczyłem na to, że nie będę miał kłopotów ze znalezieniem innego pracodawcy, bo nic złego nie zrobiłem. Jakieś tam spięcie w zespole było, ale to nic wielkiego, wszędzie takie są i zostają w szatni. W Śląsku trener zrobił inaczej. Przyjeżdżam do Jagiellonii grać najlepiej, jak potrafię. Nie będzie ze mną żadnych problemów. Bo każdy chce grać, nikt nie lubi siedzieć na ławce - to chyba normalne. Jestem do dyspozycji trenera Probierza.

Przejście do Jagiellonii rozegrało się bardzo szybko.

- Muszę przyznać, że mam z tym kłopot, bo byłem już dogadany z Arką Gdynia. Nagle pojawiła się propozycja z Jagiellonii. Wszyscy znajomi z trenerem Ryszardem Tarasiewiczem na czele [przed czterema laty ściągnął Sotirovicia z Zawiszy Bydgoszcz do Jagiellonii, a następnie do Śląska - red.] doradzali mi Jagiellonię, no i musiałem prostować sytuację z Arką. Głupio wyszło, źle się z tym czuję, ale takie jest życie piłkarza. Jagiellonię zawsze darzyłem sentymentem.

Kiedy stąd odchodziłeś do Śląska tak różowo jednak tego nie przedstawiałeś.

- Przegrywaliśmy niemal wszystko, miałem dość. Nie wyglądało, że w Jagiellonii będzie lepiej, dlatego chciałem odejść. Z trenerem Arturem Płatkiem na pewno nie miałem żadnego kłopotu, jak słyszę wokół. Do tej pory mam z nim dobry kontakt, dzwonimy do siebie. W samolocie, którym lecieliśmy na zgrupowanie do Turcji też nic wielkiego się nie wydarzyło. Zostawmy to, bo naprawdę cieszę się, że wracam do Białegostoku. Jak ktoś ma o mnie inne zdanie, jego problem. Niesmak mógł być, ale źle się o Jagiellonii nie wypowiadałem. Mam sentyment do klubu. Kibiców też nie obrażałem, co najwyżej jednego, który obrażał mnie. Zawsze mnie dopingowali i myślę, że tak będzie dalej.

Zostawmy już te kłopoty. Jak oceniasz Tomasza Frankowskiego, z którym przede wszystkim będziesz rywalizował o miejsce w ataku?

- Nie wypada mi o tym mówić. Chcę trenować, grać. Będę walczył. Wiem, że Tomek to bardzo dobry piłkarz, ale ani on, ani ja nie decydujemy o tym, kto gra; tylko trener.

Nie żałujesz, że nie będziesz mógł zagrać przeciwko Śląskowi, z którym Jagiellonia zmierzy się już za tydzień.

- Próbowałem namówić prezesa Śląska, by jednak dał mi zgodę. Może gdyby mecz był pod koniec sezonu, o niczym w przypadku Śląska by już nie decydował... W klubie z Wrocławia obawiają się, jak wytłumaczyliby się przed dziennikarzami, czy kibicami, gdyby strzelił teraz gola.

Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy