Po ostatnim meczu ligowym (remis 1:1 w Kielcach z Koroną) na zgrupowania różnych reprezentacji wyjechało pięciu piłkarzy Jagiellonii. Kamil Grosicki może dziś zagrać w towarzyskim meczu z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Mladen Kaszczelan szykuje się na starcie Czarnogóry z Azerbejdżanem, Tadasa Kijanskasa czeka sparing w barwach Litwy z Węgrami. Do meczu ze Szwajcarią na zgrupowaniu kadry do lat 20 przygotowują się Tomasz Kupisz i Krzysztof Hus. W Białymstoku został natomiast m.in. Grzegorz Sandomierski, który na dwa ostatnie zgrupowania otrzymywał powołania od trenera Franciszka Smudy.
Rozmowa z Grzegorzem Sandomierskim
Tomasz Piekarski: Co robisz w Białymstoku?
Grzegorz Sandomierski: Aktualnie odpoczywam po meczu z Koroną. A dlaczego takie pytanie?
Ponieważ ostatnio, gdy tylko była przerwa w rozgrywkach ligowych na mecze reprezentacji, wyjeżdżałeś na zgrupowanie.
- Teraz, trudno, ale nie dostałem powołania. Z tego powodu jednak się nie załamię. Muszę trenować dalej, starać się dobrze pokazywać w meczach i może wówczas kolejne powołania będą.
Zapewne takie powołanie przyjdzie w grudniu, kiedy reprezentacja w krajowym składzie ma wyjechać na obóz do Turcji.
- Niby tak. Podczas ostatniego zgrupowania rozmawiałem na ten temat z trenerem Jackiem Kazimierskim [opiekun bramkarzy w reprezentacji - red.], ale w zasadzie to zobaczymy jak będzie. Teraz liczy się tylko Jagiellonia. Przed nami jeszcze trzy ważne mecze przed przerwą w rozgrywkach i chcemy po nich być nadal na pierwszej pozycji w tabeli.
Trener Kazimierski obiecał ci, że podczas obozu w grudniu w końcu zadebiutujesz w reprezentacji?
- Nie było takich rozmów. Najpierw muszę dostać powołanie, a co będzie potem, zobaczymy. Na razie nie wybiegam tak daleko w przyszłość, żyję dniem dzisiejszym. Na treningach muszę podnosić swoje umiejętności, w meczach robić to, co do mnie należy, a co będzie w przyszłości, to się dopiero okaże.
A ta najbliższa przyszłość, jaka będzie? Zostaniecie mistrzem jesieni?
- Zrobimy wszystko, żeby tak właśnie się stało. Od dłuższego czasu jesteśmy na pierwszym miejscu w tabeli i myślę, że każdemu z Białegostoku ten widok się podoba. Dlatego też postaramy się zrobić wszystko, aby taka sytuacja trwała jak najdłużej.
W Kielcach niestety nie udało wam się zrobić „wszystkiego”, bo spotkanie zakończyło się remisem. Jest duża złość, że nie udało się wygrać i odskoczyć innym drużynom w tabeli?
- Na pewno jest złość i lekki, a może nawet nie lekki, a duży niedosyt. Ale cóż, tak bywa czasami, że nie wszystko układa się tak, jakbyśmy chcieli. Bramkę na 1:1 straciliśmy w 85. minucie i pewnie wszyscy mogliśmy w tej sytuacji się lepiej zachować, ale wyszło inaczej. Nadal jednak jesteśmy liderem, czyli jakichś dużych konsekwencji po tym meczu nie ma.
Macie dwa punkty przewagi nad drugą w tabeli Koroną, pięć nad trzecią Wisłą Kraków i czwartą Legią Warszawa. To chyba niezbyt dużo?
- Czy to dużo, czy mało, to się jeszcze okaże, generalnie dobrze jest, że cały czas mamy przewagę nad innymi drużynami. Chociaż oczywiście z tyłu głowy jest taka myśl, że ta nasza przewaga po meczu w Kielcach mogłaby być większa.
Z Koroną rozegrałeś jedno z lepszych spotkań w sezonie.
- Nie lubię siebie oceniać i nie będę tego robić. Od tego jest trener, są media, a ja nie chcę się wypowiadać na temat swojej gry.
Nie chcesz mówić o grze, to co powiesz o żółtych kartkach? Już masz trzy na swym koncie, a to jak na bramkarza wynik dość niespotykany, tym bardziej że nawet pierwsza runda się jeszcze nie skończyła.
- Dwie z tych kartek dostałem za grę na czas, a jedną za głupotę [dokładnie dyskusje z sędzią w meczu z Górnikiem Zabrze - red.]. W Kielcach sędzia od początku chyba chciał mi dać kartkę i tak się stało. Tym samym ma już trzy żółte kartki i tego nie zmienię. Będę starał się oczywiście, aby nie dostać czwartej, ale jak tak się stanie, to trudno.
Tylko kto cię wówczas zastąpi w bramce?
- Jest Kuba Słowik [na razie jednak kontuzjowany - red.] i myślę, że on by sobie poradził. Na razie to jednak nie ma co o tym mówić i gdybać, co będzie, gdyby.
Z Cracovią w sobotę na pewno zagrasz, a że mecz jest w Białymstoku, gdzie w tym sezonie nie straciliście punktu, a do tego gracie z najsłabszym zespołem w lidze, czyli zdobędziecie łatwe trzy punkty?
- Na pewno nie. Mam w głowie mecz, który graliśmy chyba dokładnie rok temu. Wtedy Cracovia postawiła nam bardzo ciężkie warunki i zremisowaliśmy 0:0. Stworzyliśmy sobie wówczas może tylko z dwie sytuacje do zdobycia gola. Ten sobotni mecz może wyglądać podobnie. Cracovia pewnie przyjedzie z nastawieniem gry z kontry, będzie grała uważnie w defensywie i wydaje mi się, że zapowiada się ciężki bój. Trener nam często powtarza, że przed meczem jeszcze nikt nie wygrał, a wielu przegrało, i tego musimy się trzymać.
Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok