Jaga walczy o awans do ćwierćfinału PE

tp
2008-11-25, ostatnia aktualizacja 2008-11-25 14:37

Piłkarze Jagiellonii już cztery razy w tym sezonie grali w Warszawie i wciąż nie odnieśli zwycięstwa. Jeżeli chcą awansować do ćwierćfinału rozgrywek Pucharu Ekstraklasy, muszą to zmienić i we wtorek pokonać Legię przy ul. Łazienkowskiej

12. kolejka. Polonia Warszawa - Jagiellonia Białystok 0:0. Szczot i Mynar
Fot. Kuba Atys / AG
12. kolejka. Polonia Warszawa - Jagiellonia Białystok 0:0. Szczot i Mynar
Po pięciu kolejkach rozgrywek pucharowych białostoczanie mają w swym dorobku osiem punktów i zajmują trzecie miejsce w grupie. Do dalszych zmagań awansują tylko dwie drużyny, a zważywszy na to, że obie warszawskie ekipy - Polonia i Legia - mają po dziesięć "oczek", Jagiellonia musi dziś wygrać.

- Trzeba w końcu przełamać ten kompleks stolicy, wygrać i awansować - mówi krótko drugi trener białostoczan Dariusz Czykier.

W spotkaniach rozgrywanych w tym sezonie na stadionach w Warszawie nasi piłkarze notowali mizerne wyniki. Najpierw w lidze przegrali 0:2 z Legią. Potem z tym samym rywalem stoczyli zacięty bój w Pucharze Polski - po regulaminowym czasie gry i dogrywce było 0:0, a w karnych lepsi okazali się gospodarze, którzy wygrali 8:7. Następnie doszło do dwóch starć z Polonią - w lidze 0:0, a w Pucharze Ekstraklasy 0:1.

- Na pewno chcielibyśmy teraz wygrać, ale bardziej martwię się o to, że mam tylu zawodników poobijanych po ostatnim meczu ligowym - stwierdza trener Michał Probierz.

W sobotę w Bełchatowie jego podopieczni przegrali 0:2 z GKS-em. Już podczas pierwszej połowy pojedynku trzech graczy musiało opuścić boisko z powodu urazów.

- Robert Szczot trenuje normalnie. Alexis Norambuena ma naciągnięte wiązadła w stawie skokowym i zakończył występy w tej rundzie. Natomiast Krzysztof Król jeszcze się broni przed przedwczesną pauzą - opisuje sytuację po meczu w Bełchatowie Czykier.

W starciu z GKS-em urazu nabawił się też bramkarz Piotr Lech, on jednak do końca został na boisku i był najlepszym z piłkarzy Jagiellonii. Gdyby nie jego interwencje, gospodarze zdobyliby więcej goli niż dwa.

- Nawet gdybym obronił 50 strzałów, to co z tego, skoro i tak przegraliśmy - mówi doświadczony bramkarz. - Przed nami jeszcze dwa spotkania ligowe do przerwy w rozgrywkach [w sobotę w Krakowie z Cracovią, a za tydzień w Zabrzu z Górnikiem - red.] i to są dla nas najważniejsze mecze w tym roku - nie ma wątpliwości Lech. - Aby zdobyć punkty w tych pojedynkach, na pewno nie możemy tak grać jak w Bełchatowie. Moim zdaniem za duża jest dysproporcja w zespole między młodymi a starszymi zawodnikami, i to jest nasz problem. Na treningach wszystko wygląda dobrze, ale gdy przychodzi do meczu, to niektórzy się po prostu blokują, a chcą uchodzić za gwiazdy. Jesteśmy niby na dziesiątym miejscu w tabeli, ale ona wygląda teraz tak, że wszystkie drużyny od siódmej pozycji są zagrożone spadkiem i musimy zdobywać punkty.

Legia natomiast w ostatniej kolejce ligowej wygrała na wyjeździe 1:0 z Ruchem Chorzów i znajduje się na trzeciej pozycji w tabeli. Po meczu rozgrywanym na Stadionie Śląskim również w warszawskiej ekipie nie brakuje kontuzjowanych graczy. Przede wszystkim nie zagrają dziś dwaj napastnicy Takesure Chinyama i Bartłomiej Grzelak. W składzie Legii być może wystąpi natomiast Adrian Paluchowski, grający ostatnio w I-ligowym Zniczu Pruszków.

  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów